tsar „medusa” [unboxing]

tsar „medusa”

Zastanawiacie się czasem, zanim kupicie jakąś płytę, jak została wydana? Czy umieszczono ją w jewel case’ie, czy w digipacku? Czy we wkładce są teksty piosenek, czy zdjęcia artysty, a może i to, i to?

My zastanawiamy się nad tym niemalże za każdym razem przed zakupem, zwłaszcza gdy do sklepów trafiają różne wersje jakiegoś albumu, np. krążki w dobrze znanej opcji „zagraniczna płyta – polska cena”.

Uwielbiamy kompakty (winyle zresztą też), chętnie je kupujemy i zawsze z uwagą analizujemy ich wydanie. Dlatego też postanowiliśmy pokazać Wam niektóre z nich, więc co jakiś czas publikować będziemy unboxingi wybranych albumów. Być może niektórym z Was ułatwią one podjęcie decyzji w kwestii kupna jakiegoś krążka.

Zobaczcie zatem, jak wygląda płyta tsar pt. „medusa”:

Tede wystąpi w Chojnicach [KONCERT]

Tede

Tede

Podobno padła gdzieś obietnica, że w chojnickim klubie Geneza w piątki rządzić będzie rap. W związku z tym ekipa Vibe2NES zaprasza Was na występ Tedego, który odbędzie się we wspomnianym lokalu 3 lutego.

Z racji tego, że Tedego nikomu przybliżać nie trzeba, dodajmy tylko, że koncert odbędzie się w ramach trasy promującej najnowszy album rapera pt. „Keptn'”. Trasa nazywa się Tour Bulencje, więc nie pozostaje nic innego, jak dodać tu jeszcze dosadny hashtag: #doświadcz_rozpierdolu. To co, będziecie, prawda?

Wydarzenie na Facebooku:
Tede / Chojnice / Geneza / 3 lutego 2017

RÜFÜS „Bloom” [RECENZJA]

RÜFÜS „Bloom”
Magic Records / 21.10.2016

Mam pewien sentyment do australijskiej sceny muzycznej. Właściwie trudno mi przywołać z pamięci własne odkrycia lub zaprezentowane mi przez kogoś utwory, których twórcami są Australijczycy, a które nie przypadłyby mi do gustu. Nie mam pewności, czy wynika to z tego, że w tej muzyce od razu czuć słońce i radość z życia, czy to po prostu niebywały talent tej konkretnej grupy demograficznej. Co by to jednak nie było, każde kolejne australijskie odkrycie muzyczne daje mi motywację do tego, by bardziej szperać w dźwiękach z drugiego końca świata. I dlatego też nie mogłam nie przesłuchać najnowszego krążka grupy RÜFÜS pt. „Bloom”.

Jest to płyta, którą z czystym sumieniem można nazwać ścieżką dźwiękową dla lata, co zresztą współgra z porą roku, jaka obecnie panuje w Australii. Wydanie takiej płyty w środku australijskiej wiosny było idealnym posunięciem. Z każdego kawałka emanuje bowiem pozytywna energia, a barwne bity zachęcają tylko i wyłącznie do tego, by uderzyć na parkiet i przetańczyć przy tej płycie całą noc. Zresztą, nasza jesienno-zimowa aura wcale nie przeszkadza w innym odbiorze tego albumu. Tęskniąc za ciepłem i słońcem, mogę w wyobraźni przenieść się nad ocean i oddać błogiemu lenistwu, co sprawia, że od razu inaczej patrzę na otaczającą mnie rzeczywistość.

Co wpływa na taki odbiór „Bloom”? Są to przede wszystkim energiczne kompozycje i bardzo rytmiczne podkłady, które poza tym, że mogą pełnić rolę jedynej playlisty na udanej imprezie, stanowią też rewelacyjne tło dla innych czynności. Duża w tym zasługa jakby nieco leniwego, ale jednak hipnotyzującego wokalu Tyrone’a Lindqvista. Płyta jest na tyle spójna i rytmiczna, że nie przeszkadza, gdy nie powinna, ale jest również na tyle porywająca, że kiedy już skupić uwagę wyłącznie na niej, to trudno nie poddać się podrygiwaniu, tym pozytywnym wibracjom.

„Bloom” to krążek, którym zdecydowanie powinno się cieszyć, przede wszystkim ze względu na atmosferę, jaką buduje. W muzyce rozrywkowej chodzi w końcu o to, żeby dobrze się bawić, a to zdecydowanie ma miejsce w przypadku tego albumu.

4,5/5

[Magda Rogóż/TDGM]

Highly Suspect „The Boy Who Died Wolf” [RECENZJA]

Highly Suspect "The Boy Who Died Wolf" Sony Music / 18.11.2016

Highly Suspect „The Boy Who Died Wolf”
Sony Music / 18.11.2016

Kiedy wracam myślami do czasów dzieciństwa i towarzyszącym mu brzmieniom, trudno przywołać mi coś innego niż gitarowe dźwięki muzyki rockowej. Najpierw były to zespoły słuchane przez mojego tatę, a następnie grupy, do słuchania których zachęcali mnie szkolni koledzy. Nie umknęła mi zatem ani twórczość Pink Floyd, AC/DC czy Scorpions, ani też Nirvany czy Pearl Jam. I chociaż na przestrzeni lat moje muzyczne horyzonty znacząco się poszerzyły, te surowe gitarowe dźwięki wciąż potrafią uderzyć w odpowiednią strunę, by przypomnieć o swoim istnieniu i wywoływanych we mnie odczuciach. Nie mogłam zatem przejść obojętnie obok nowej płyty Highly Suspect zatytułowanej „The Boy Who Died Wolf”.

Słuchając tego krążka, początkowo można odnieść wrażenie, że jest mocno zakorzeniony w klasycznym rockowym brzmieniu, ale nie do końca jest to zgodne z prawdą. Poza nawiązującymi do końcówki lat dziewięćdziesiątych kawałkami jak „For Billy”, „Look Alive, Stay Alive” czy „Serotonia”, na tym albumie można usłyszeć również bardziej zaskakujące numery, jak np. bardzo emocjonalny i rewelacyjnie wykonany „My Name Is Human” czy zupełnie odbiegający od całości fortepianowy utwór pt. „Chicago”. Na uwagę zasługują także klimatyczny „Send Me an Angel”, który chyba śmiało można zaliczyć do kategorii rockowej ballady, jak również „F.Y.W.T.” ze świetnym bitem, któremu bliżej do trip-hopowej niż rockowej kompozycji.

„The Boy Who Died Wolf” ma jeszcze jeden bardzo kluczowy atut, a jest nim zdecydowanie wokal Johnny’ego Stevensa. Johny nie tylko posiada ciekawą barwę głosu, ale też rewelacyjnie ją wykorzystuje. Odpowiednio modulując wokalem, nadaje każdemu kawałkowi inny charakter, ale też buduje właściwy dla danego utworu nastrój oraz wzbudza pożądane emocje.

Drugi krążek Amerykanów z Highly Suspect to dobra i zróżnicowana płyta. Choć słychać na niej sporo wpływów z lat dziewięćdziesiątych, to Johnny, Rich i Ryan wyraźnie zaznaczają tym albumem, że mają do zaprezentowania coś więcej i chcą wnieść do tej muzyki coś swojego, a że przy okazji przypominają lubianych przez odbiorców gitarowego grania idoli, to tym przyjemniej się ich słucha.

4/5

[Magda Rogóż/TDGM]