Jakub „Nox” Ambroziak „Mikrokosmos” [RECENZJA]

Jakub "Nox" Ambroziak "Mikrokosmos" Seventeen Bricks / 6.06.2014

Jakub „Nox” Ambroziak „Mikrokosmos”
Seventeen Bricks / 6.06.2014

Ileż to razy zasiada się wieczorami w fotelu czy przy komputerze i w myślach poszukuje się muzyki, przy której można się zrelaksować? Dobrze by było, gdyby cechowała ją przy tym pewna różnorodność. Naprzeciw takim właśnie potrzebom wychodzi Jakub „Nox” Ambroziak z albumem pt. „Mikrokosmos”. W czasach, kiedy często narzeka się na to, że płyty są zbyt krótkie, producent prezentuje ponad godzinną dawkę chilloutowego brzmienia.

Wśród dwudziestu czterech kompozycji, które trafiły na krążek, panuje wielobarwność, a także bogate instrumentarium. Mimo że album można zaliczyć do tych spokojnych, słuchanych w domowym zaciszu, można na nim wychwycić szereg zabiegów urozmaicających każdy z utworów. Słychać, że Nox sporo eksperymentuje, bawi się formą, zestawia różne elementy, czerpie z wielu inspiracji.

Łatwo doszukać się tutaj połamanych dźwięków, które stanowią coś w rodzaju przypadkowego zestawienia instrumentów i dźwiękonaśladowczych przedmiotów. Na „Mikrokosmosie” pełno jest trzasków, uderzeń, które wprowadzają pewien chaos, zamęt, momentami przywodząc na myśl twórczość Eskmo. Doskonałym tego przykładem są numery pt. „Robots” i „Wooden Faces” nagrany we współpracy z Teielte. Ich brzmienie daje wrażenie, jakby producent nie mógł zdecydować się, w którą stronę podążyć, przez co nabrały nieoczywistego, niejednoznacznego charakteru.

Na krążku nie brakuje jednak również łagodnych linii melodycznych oraz kojących wokali, jak w przypadku „Dragon Tattoo” z gościnnym udziałem artystki o pseudonimie Kinta. Pod tym względem przoduje jednak „Elephants”, który – choć jest jedną z najbardziej dynamicznych kompozycji na płycie – można scharakteryzować jako dość klasyczny w swojej formie utwór. Dzięki temu pozwala słuchaczowi odpocząć od wcześniej słyszanych eksperymentów i nowości.

„Mikrokosmos” to ambitna płyta, która dzięki swojej rozmaitości doskonale pobudza wyobraźnię. Podczas jej słuchania łatwo oderwać się od rzeczywistości i tworzyć obrazy, dla których każda z prezentowanych kompozycji stanowi idealne tło. Pełna detali i smaczków przez długi czas będzie odkrywana na nowo. Trudno bowiem doszukać się od razu wszystkiego, mając do dyspozycji tyle materiału. Jest to jeden z tych albumów, który nie zostanie zbyt szybko odłożony na półkę.

[MR/TDGM]

4,5/5