Mela Koteluk we Wrocławiu [RELACJA]

Mela Koteluk / Wrocław 2015 fot. KJ/TDGM

Mela Koteluk / Wrocław 2015
fot. KJ/TDGM

Mela Koteluk jest objawieniem na polskiej scenie muzycznej. Poetycki klimat osadzony w popowo-rockowej przestrzeni przysporzył artystce ogromnej popularności, dzięki czemu jej obie płyty pokryły się platyną, a koncerty się wyprzedają.

Po tylu przegapionych okazjach, by posłuchać Meli na żywo, w końcu udało mi się trafić na jej wrocławski koncert, który odbył się w minioną niedzielę w klubie Eter. Pozwoliło mi to utwierdzić się w przekonaniu dotyczącym fenomenu tej artystki. Jej sukces to nie tylko nietuzinkowość przekazu, rytmiczność melodii, ale także siła głosu, perfekcjonizm i wyjątkowa oprawa wizualna.

W niedzielę ze sceny wybrzmiały najbardziej znane utwory z pierwszej płyty, m.in. „Spadochron”, „Melodia ulotna”, „Dlaczego drzewa nic nie mówią”, a także z najnowszego krążka, czyli „Migracje”, „Fastrygi” czy „Żurawie origami”. Poza nieco niedoskonałym nagłośnieniem, trudno narzekać na cokolwiek innego. Zespół był idealnie zgrany. Aranżacje podrywały do tego, by się przy nich pobujać czy nawet poskakać. Dodatkowym urozmaiceniem było pojawienie się tancerza w trakcie „Tragikomedii”.

Najważniejsza jednak była energia pomiędzy artystką a publicznością. Mela miała z widzami świetny kontakt przez cały koncert. Właśnie taka energia to jeden z najistotniejszych elementów każdego występu. Gdyby przeprowadzano z tego egzamin, Mela zdałaby go śpiewająco.

[MR/TDGM]

Reklamy