Selah Sue we Wrocławiu [RELACJA]

Selah Sue / Wrocław 2015 fot. KJ/TDGM

Selah Sue / Wrocław 2015
fot. KJ/TDGM

Są artyści, którzy mają w sobie coś takiego, że już kiedy pojawią się na scenie, ma się pewność, że to będzie dobry koncert. Do takich z pewnością zalicza się Selah Sue, która w środowy wieczór wystąpiła we wrocławskim klubie Eter i uszczęśliwiła setki swoich fanów, dając rewelacyjny koncert.

Sceniczny styl Belgijki odbiega od tego, w jaki sposób wygląda większość występów. Rzadko kto rozpoczyna swój koncert od spokojnych, wręcz akustycznych utworów. Zwykle, mając na celu rozruszanie publiczności, artyści decydują się na wykonanie swoich największych przebojów. Niewątpliwie szybciej zmniejsza to dystans pomiędzy wykonawcami a słuchaczami.

Selah Sue jest najlepszym przykładem na to, że można zagrać melodyjne ballady (np. „Mommy” i „Daddy”), by następnie wystrzelić niczym petarda, poderwać ludzi do zabawy i wywołać w nich falę euforii do tego stopnia, by nie chcieli opuszczać klubu. Belgijka stopniowo podgrzewała atmosferę, podkręcając tempo z każdym kolejnym kawałkiem.

Koncertowe aranżacje utworów znanych z pierwszej płyty, jak również kawałków z najnowszego albumu Selah Sue, pt. „Reason”, nie tylko pokazały jak wielkim wulkanem pozytywnej energii jest Belgijka. Wykonania takich kawałków jak „Alone”, „Together”, „Crazy Vibes” czy koncertowa premiera „Fear Nothing” podkreśliły jej charyzmę, radość, jaką czerpie z muzyki, a także ogromną świadomość i dojrzałość muzyczną oraz genialny warsztat wokalny. Obserwując ją na scenie, od razu widać, że artystka uwielbia kontakt z publicznością, ale także to, że świetnie bawi się, prezentując swoją twórczość.

Na uwagę zasługuje też oprawa koncertu, która pozbawiona była wizualizacji, a bazowała jedynie na grze świateł, co dodatkowo skupiło uwagę na muzycznych doznaniach i podkreśliło talent artystki. To wszystko razem sprawiło, że z Selah Sue zwyczajnie trudno było się rozstać.

[MR/TDGM]

Reklamy