zimowa „Cover the Fall” [RECENZJA]

zimowa "Cover the Fall" 6.05.2015

zimowa „Cover the Fall”
6.05.2015

W czasach, kiedy muzyki jest tak dużo, że nie sposób posłuchać wszystkiego, niełatwo wyłuskać coś ambitnego, innego od tego, czym raczą nas masowe media. Jest to trudne, ale nie niemożliwe. Ostatecznie można znaleźć w tym zalewie prawdziwe perełki, które pozwolą nieco inaczej spojrzeć na gatunki, dźwięki, przekazywane za ich pomocą emocje. Do takich w ostatnim czasie zaliczyłam projekt zimowa i ich debiutancki album zatytułowany „Cover the Fall”.

Aneta i Michał stworzyli na tej płycie surowy, chłodny klimat, w którym mnóstwo jest przestrzeni. Zanurzając się w ich świecie, trudno nie odnieść wrażenie, jakby nieco leniwie płynęło się z nurtem melodii wybrzmiewających z głośników lub słuchawek. Wszystko to za sprawą kolejnych warstw dźwięków, które potęgują doznawanie wspomnianych wrażeń. Nie można przy tym nie wspomnieć o mocnym, ale ciepłym wokalu Anety, który – kontrastując z całym wydźwiękiem albumu – łagodzi poczucie dystansu.

Po przesłuchaniu demówki moim faworytem był kawałek pt. „You Came Here”, który do tej pory działa na mnie w jakiś szczególny sposób, jednak po zapoznaniu się z całą płytą doszłam do wniosku, że wszystkie utwory tracklisty współistnieją. Mimo iż każdy z nich jest oddzielnym tworem, to razem, zestawione obok siebie wypadają najlepiej i trudno wskazać ten najlepszy.

„Cover the Fall” jest dla mnie jak sesja hipnozy. Prezentowane przez duet elektroniczne kompozycje, wzbogacone gitarowymi riffami, które nadają im charakteru, w pełni bowiem absorbują moją uwagę do tego stopnia, że włączając album, trudno mi się od niego oderwać. To z kolei sprawia wrażenie, jakby takie oddziaływanie było precyzyjnie przemyślanym konceptem, jakbym uruchamiała maszynę, która przenosi mnie w zupełnie inny wymiar, do chłodnej krainy, z której będę mogła wrócić dopiero po ostatniej sekundzie tytułowego kawałka, który zamyka krążek.

4,5/5

[MR/TDGM]