Michał Sobierajski – o debiutanckiej płycie [WYWIAD]

Michał Sobierajski

Michał Sobierajski

Michał Sobierajski jest wokalistą, pianistą, kompozytorem, autorem tekstów i aranżerem. Z muzyką związany jest od dziecka. Nic w tym dziwnego, chłopak obdarzony jest bowiem słuchem absolutnym, co zauważono u niego już w pierwszych latach życia. Posiadając taki dar, a także ogromny talent, musiał w końcu dojść do momentu, w którym znajduje się dzisiaj. W tym roku ukazała się jego debiutancka płyta i to właśnie o niej Michał opowiedział nam w poniższym wywiadzie.

TDGM: Większość tekstów na Twoją debiutancką płytę napisali Karolina Kozak i Kamil Durski. Dlaczego zdecydowałeś się powierzyć komuś innemu stworzenie warstwy tekstowej na swój album?

Michał Sobierajski: Wszystkie utwory na płycie są mojego autorstwa w warstwie muzycznej i także w pierwszej wersji tekstowej. Muzykę na płytę napisałem sam z tekstami mojego autorstwa w języku angielskim. Jednak ze strony wydawcy padł pomysł, by nagrać polską płytę, by ludzie mogli jeszcze bardziej utożsamiać się z tym, co chciałem przekazać „po angielsku”, a że nie miałem wcześniej doświadczeń w pisaniu w języku polskim, wolałem powierzyć to osobom, które zrobią to lepiej niż ja na ten moment (śmiech). Karolina Kozak jest jedną z najlepszych autorek tekstów, jaką znam, więc dla mnie to wielki zaszczyt, że mogłem zaśpiewać jej teksty. Jestem też wdzięczny Kamilowi Durskiemu za to, że zechciał się ze mną podzielić swoim talentem pisarskim.

TDGM: Nie miałeś poczucia, że śpiewasz o cudzych przemyśleniach, emocjach?

Michał Sobierajski: Skąd pomysł, że śpiewam o cudzych przemyśleniach i emocjach? To są moje przemyślenia, tylko dużo lepiej ujęte przez Karolinę i Kamila. Oni dokładnie oddali to, o czym wcześniej śpiewałem po angielsku, tylko ujęli to lepiej, głębiej, dzięki czemu dało to też więcej przestrzeni do interpretacji i polskie teksty rzuciły jakieś takie nowe światło na te utwory. Uwielbiam je śpiewać na koncertach, utożsamiam się nimi w 150 procentach (śmiech).

TDGM: Skąd wziął się pomysł na tytuł płyty?

Michał Sobierajski: W dzisiejszym świecie, kiedy po prostu pośpiech jest codziennością, jest na porządku dziennym, bardzo często dopiero przed snem znajdujemy czas, żeby trochę zwolnić, zatrzymać się i zastanowić nad swoim życiem, nad jego sensem. Myślę, że prawie każdy tak ma, że często przed snem lubi uciec na chwilę w świat marzeń, pragnień, pomyśleć o sobie. Chciałem, żeby moja płyta skłaniała do takich ucieczek, aby ludzie, słuchając jej, mogli choć na chwilę zapomnieć o maskach, które muszą zakładać w ciągu dnia i by mogli być po prostu sobą. To chyba też taka autoterapia dla mnie, na mnie tak to działa (śmiech).

TDGM: „Przed snem” jest mieszanką różnych stylów. Czy któryś z nich jest Tobie w jakiś sposób bliższy niż pozostałe?

Michał Sobierajski: Myślę, że taka mieszanka stylów jest nieprzypadkowa. Wszystkie idealnie wpisują się w mój sceniczny temperament. Zawsze fascynował mnie soul oraz R&B i wszelkie pokrewne odmiany tych dwóch stylów. Na mojej płycie można znaleźć elementy soulu elektronicznego, neo soulu, jazzu, popu także. Dorastałem przy akompaniamencie tych dźwięków. Artystą, który skłonił mnie do decyzji: „tak, będę śpiewać, czy innym się to będzie podobać, czy nie” (śmiech), jest bez wątpienia Stevie Wonder, a to przecież są właśnie korzenie soulu i R&B. W tych klimatach czuję się najlepiej, najlepiej mogę wyrazić siebie i wszelkie emocje, które towarzyszą mi podczas koncertów.

TDGM: Masz swój ulubiony kawałek na tym krążku? Taki, którego sam chętnie słuchasz albo chętnie go wykonujesz? Jeśli tak, to dlaczego akurat ten?

Michał Sobierajski: Lubię całą płytę, choć już mi się trochę przejadła (śmiech). Jestem strasznie niecierpliwy. Nie lubię długo czekać. Komponuję już piosenki na kolejną płytę, zbieram pomysły… W mojej głowie roi się od muzycznych pomysłów. I ja tego nie potrafię zatrzymać, to samo wychodzi ze mnie w najmniej oczekiwanych momentach. Uwielbiam dwie piosenki, poza singlami. Są to na pewno „Falochron” i „Eteryczny”. Z obiema kompozycjami bardzo się utożsamiam emocjonalnie i poniekąd śpiewa mi się je chyba najłatwiej, bo doskonale oddają moje niektóre stany ducha. Ale tak naprawdę to lubię też w tej płycie to, że zmieniają się tempa piosenek, że widzę, jak ludzie szaleją na koncertach do „Morfiny” czy „Inside”, jak się bujają do „Relief” (śmiech). Uwielbiam podczas koncertów obserwować reakcje ludzi, to mnie relaksuje i nadaje sens temu, co robię.

TDGM: Jesteś zadowolony z tego, jaki kształt ma Twoja debiutancka płyta? Z efektu, jaki osiągnąłeś?

Michał Sobierajski: I to jeszcze jak (śmiech)! A jak widzę bardzo emocjonalne reakcje ludzi na koncertach, to ten poziom zadowolenia jeszcze bardziej wzrasta (śmiech). Wraz z moim producentem, Bogdanem Kondrackim, zaplanowaliśmy tą płytę muzycznie od początku do końca. To była cudowna współpraca, bardzo kreatywna, wzajemnie się inspirowaliśmy. Imponowały mi wcześniejsze muzyczne dokonania Bogdana, więc zaufałem mu w stu procentach, że to, co powstanie, będzie zwyczajnie dobre. Oboje włożyliśmy w to bardzo dużo energii, pracy, pasji i czasu.

TDGM: Jak czułeś się, kiedy pierwszy raz wziąłeś swoją płytę do ręki i kiedy zobaczyłeś ją na półkach w sklepach muzycznych?

Michał Sobierajski: To było niezapomniane uczucie, takie ekstremalne. Cały byłem jednym wielkim szczęściem, w głowie słyszałem wrzeszczący głos: „udało się! w końcu!” (śmiech). Dla takich momentów warto żyć.

TDGM: Słyszałam Cię na żywo, zanim jeszcze poznałam Cię jako uczestnika „The Voice of Poland”. Jako formacja Eugeniusz Kowalski supportowaliście Jazzanowę we Wrocławiu. Występowałeś już zatem na scenie i realizowałeś się muzycznie. Skąd decyzja o udziale w programie?

Michał Sobierajski: Wtedy takie doświadczenie było mi potrzebne. Chciałem się sprawdzić w roli wokalisty. Przedtem grałem na fortepianie, komponowałem, aranżowałem i było to doceniane w postaci rożnego rodzaju nagród, nawet międzynarodowych. Miałem więc poczucie, że to potrafię. Natomiast co do swojego wokalu, no… nigdy wcześniej nie był oceniany, więc – jak to ja – miałem pewne wątpliwości (śmiech).

TDGM: Czy będziecie jeszcze grać razem z Eugeniuszem Kowalskim? Czy teraz będziesz realizował się wyłącznie jako solista?

Michał Sobierajski: Oczywiście, że będziemy grać razem. Chłopaki z Eugeniusza grają przecież ze mną na koncertach mój solowy materiał. Takich muzyków to ze świeczką szukać (śmiech). Nie zamieniłbym ich na żadnych innych. A i nie zamierzam się zamykać tylko na solową karierę.

TDGM: Posiadasz słuch absolutny. Kiedy nastąpił ten moment, kiedy dostrzeżono u Ciebie ten dar?

Michał Sobierajski: Od zawsze, od kiedy pamiętam, gram na pianinie i śpiewam. W moich żyłach i tętnicach płynie muzyka (śmiech)! Już kiedy byłem bardzo małym chłopcem, miałem chyba cztery lata, to moim rodzicom wydało się nieco dziwne to, że obiema rękami grałem ze słuchu na pianinie zasłyszane piosenki, np. „Sto lat” dla kolegi w przedszkolu czy kolędy na rodzinnych wigiliach (śmiech). Jestem im wdzięczny za to, że pozwolili mi iść do szkoły muzycznej i dzięki temu mogłem rozwijać ten dar, i wciąż mogę, teraz już na studiach w Akademii Muzycznej.

TDGM: A co najbardziej lubisz w tworzeniu muzyki?

Michał Sobierajski: Nieprzewidywalność i spontaniczność… to, że „wena” twórcza przychodzi w najmniej oczekiwanych momentach (śmiech). W pociągu, podczas snu, na rowerze, kiedy siedzę na wykładach… praktycznie wszędzie. Nigdy nie wiem, kiedy i gdzie mnie „dopadnie”. Muszę wtedy wszystko inne zostawić tak, jak jest i zająć się tylko nią, bo inaczej bym chyba zwariował (śmiech). Emocje podczas komponowania są czasami tak intensywne, to jest taki potężny zastrzyk adrenaliny.

[MR/TDGM]

Advertisements