Oly. „Home” [RECENZJA]

Oly. "Home" Nextpop / 22.06.2015

Oly. „Home”
Nextpop / 22.06.2015

Jeśli można mówić o panującej w muzyce modzie, to wśród młodych polskich twórców panuje ta na smutek i melancholię, inspiracje czerpane rodem z Islandii. Trudno się temu dziwić, w muzyce islandzkiej jest bowiem pewna magia, swoista bajkowość, tajemnica, która pozwala oderwać się od rzeczywistości, przenieść myślami bardzo daleko. Mogłoby się wydawać, że lato, któremu towarzyszy aura zabawy, radości i beztroski, to niezbyt dobra pora na tego typu nastroje. Jednakże nawet w tej beztrosce potrzeba czasem chwili wytchnienia i pobycia sam na sam ze swoimi myślami. Dobrym tłem dla tych chwil będzie debiutancki krążek Oly. zatytułowany „Home”.

Całość płyty wypada dość mrocznie. Jest w nim ta chłodna, islandzka tajemnica, której aurę roztacza przede wszystkim delikatny, wpadający w szept wokal Oly. Senny, podszyty nostalgią śpiew artystki z jednej strony koi zmysły i pozwala odpłynąć, z drugiej wywołuje pewien niepokój.

Ten nastrój podkreślają skromne melodie. Album cechuje bowiem swoisty minimalizm. Nie uraczymy tutaj wielości warstw, rozbudowanych partii instrumentalnych, wręcz przeciwnie. Oszczędność dźwięków osiągnięta przy pomocy niewielu instrumentów, wśród których znalazły się ukochane przez artystkę ukulele („Flame”) oraz kalimba („My Dear Friends”), nadaje kompozycjom lekkości.

Nie oznacza to jednak, że jest to album monotonny i że brak mu zróżnicowania. Każdy utwór jest inny, posiada inne brzmienie, na inne dźwięki położony jest nacisk. W „Afterlife” jest to perkusja, która z kolei w „Rainhill” (swoją drogą, przywodzi mi on na myśl brzmienie KARI) uzupełniona została o brzmienie basu. „Cemeteries of Lights” zbudowany jest na samplach, moja ulubiona kompozycja, „The Loneliest Whale on Earth”, na bębnach i klawiszach, natomiast spokojna ballada pt. „The Chapter” w całości niemal opiera się o brzmienie wspomnianego już ukulele.

Przy takich artystach jak Oly. okazuje się, że nie potrzeba skomplikowanych zabiegów i nie wiadomo ilu instrumentów, żeby stworzyć coś głębokiego. I być może utwory z „Home” nie podbiją radiowych list przebojów, gdyż nie mają w sobie lubianej przez stacje nośności. Ale to nawet i dobrze, bo przez to trafią do tych słuchaczy, którzy będą potrafili je docenić za te wszystkie elementy, które nadają im wyjątkowości.

4/5

[MR/TDGM]

Advertisements