Little Boots „Working Girl” [RECENZJA]

Little Boots „Working Girl”
On Repeat Records / Dim Mak Records /
Warner Music Group / 24.07.2015

Praca na własny rachunek popłaca. „Working Girl” to trzeci longplay Victorii Hesketh, a drugi wydany w swoim labelu (On Repeat). Odejście spod skrzydeł „majora”, który za czasów debiutanckiego „Hands” kazał stroić się wokalistce w zbyt duże (nomen omen) buty i strojne kreacje, spowodowało rozwinięcie skrzydeł oraz artystyczną niezależność (pomimo dźwigania na barkach wszystkich innych zadań jako CEO).

Wydany dwa lata temu album „Nocturnes” przepadł bez echa, planowany koncert podczas FreeFormFestivalu nie doszedł do skutku. Hesketh sięgnęła wówczas do korzeni muzyki elektronicznej i w efekcie nagrała ciekawy, taneczny, undergroundowy album. Końcówka roku 2014 przyniosła niespodziewaną EP-kę, „Business Pleasure”, która zwiastowała koncept przyszłego albumu. EP-kę brzmiącą trochę jak zbiór nieoszlifowanych demówek. Na „Working Girl” znalazły się trzy z czterech z nich (pominięto najlepszy, moim zdaniem, numer – „Pretty Tough”). Pozostałe z dwunastu kompozycji to premierowe utwory.

Można napisać o „Working Girl”, że to album koncepcyjny oraz autoreferencyjny. Hesketh stworzyła postać „dziewczyny pracującej” (sama nazywa ją „power bitch”), która musi stawić czoła wyzwaniom, jakie czyhają na nią w świecie biznesu. Autoreferencyjny – bowiem Victoria jest taką „working girl”, będąc szefową własnego labelu. Little Boots przyznała w jednym z wywiadów, że jest już zmęczona komponowaniem oraz pisaniem piosenek o miłości i skupiła się na zupełnie innych tematach – o tym, jak definiować i odnosić sukces oraz jak zebrać siłę, aby go osiągnąć. Wizualnie album nawiązuje do estetyki lat 80. i 90., przy czym ważnym odniesieniem jest film pt. „Pracująca dziewczyna” (z 1988 roku) z Melanie Griffith w roli głównej. Oficjalnym dress codem obowiązującym podczas koncertów jest „business casual”. Ponowna autoreferencyjność objawia się w „Intro” oraz „Interlude” imitujących rozmowę telefoniczną w korporacji. W tle słychać bowiem muzakową wersję „Remedy”, największego chyba jak do tej pory hitu Little Boots.

Nieco przewrotnie na pierwszy singiel wybrano utwór pt. „Better in the Morning”. Kompozycja wyprodukowana przez Ariela Rechtshaida (jeszcze podczas sesji nagraniowej do „Nocturnes”) to nowoczesna i zmodyfikowana wersja quasi-bubblegum popu. Moje pierwsze skojarzenie to „Chewing Gum” Annie, pokusiłbym się nawet o stwierdzenie, że przywodzi mi na myśl cały debiut Norweżki, czyli „Anniemal” sprzed dekady. Bezpretensjonalny, chwytliwy. Takich kompozycji jak „Better in the Morning” próżno szukać na reszcie albumu, bowiem pozostałe kawałki są zdecydowanie mniej cukierkowe.

Utwór tytułowy, jak już wspominałem, to zdefiniowanie konceptu albumu. „Working Girl” opowiada o mierzeniu się z trudnościami, podjęciu wyzwań i kreowaniu etosu kobiety w świecie biznesu. „Every step you take will take you far / So, who do you think you are?” – pyta Little Boots. Kawałek utrzymany jest w mglistej, subtelnie klubowej atmosferze. „No Pressure” rozpoczynający się pulsującymi klawiszami to, jak opowiada Victoria, historia o tym, jak napisać hit, gdy zewsząd czuć presję oraz ciężar własnych ambicji. Utwór doczekał się klipu w biurowej stylizacji. W „Get Things Done”, jak rzadko u Little Boots, dominuje świetna linia basowa, która nadaje „miejskiego” charakteru, a cały utwór, za sprawą charakterystycznego refrenu, można uznać za manifest feministyczny. Zaskoczeniem okazuje się „Real Girl”, ciężki, miejscami glitchowy, gdzie tekstowo Hesketh domaga się równorzędnego traktowania bez taryfy ulgowej. „The Game” świadomie nawiązuje do popu z przełomu lat 80. i 90., a Little Boots wykorzystuje na nowo swój głos – tak śpiewającej jeszcze jej nie słyszałem. Kontrapunktem dla przebojowych melodii oraz aranżacji jest ballada pt. „Help Too” demitologizująca stworzoną przez Hesketh na potrzeby albumu „power bitch”, która przyznaje, że również jest czasem krucha i potrzebuje wsparcia.

„Taste It”, „Heroine” oraz „Business Pleasure” to, jak też już wcześniej wspomniałem, kawałki, które pojawiły się na EP-ce zatytułowanej „Business Pleasure” i – w porównaniu z premierowymi kompozycjami – wypadają słabo. Eksperymentalny „Taste It” brzmi, niestety, jak niedopracowane demo, nieco lepiej jest z utworem tytułowym. Być może, gdyby poddano je odświeżeniu i rearanżacji, mogłyby się prezentować lepiej.

„Working Girl” to spójny krążek. Warto też zauważyć, że Little Boots wybrała rzadko poruszaną dotychczas kwestię roli i znaczenia kobiety w biznesie. Oczywiście należy to odbierać z przymrużeniem oka. Tak czy inaczej, trzeba oddać Hesketh pewien rodzaj nowatorstwa i świeżego, kobiecego spojrzenia.

4/5

[KO/TDGM]

Reklamy