Opole Songwriters Festiwal 2015 [RELACJA]

Opole Songwriters Festiwal 2015

Opole Songwriters Festiwal 2015

Opole niemal zawsze i wszystkim naturalnie kojarzy się z Festiwalem Polskiej Piosenki, który jest niezaprzeczalnie legendarnym miejscem dla historii polskiej muzyki. O jego znaczeniu można by pisać w nieskończoność, nie jest to jednak moje zadanie na dziś. Bardzo bym chciał, aby w przyszłości Opole Songwriters Festival stał się takim jasnym i charakterystycznym punktem nie tylko na kulturalnej mapie Opola, ale również województwa czy nawet kraju, ma do tego bowiem wszelkie predyspozycje.

Cały team organizacyjny stowarzyszenia Kulturalne Opole (wraz z Romanem Szczepankiem, dyrektorem artystycznym, na czele) stoi zawsze na wysokości zadania, by uczynić tę „ucztę muzyczną” udaną na jej wielu poziomach. Od oprawy graficznej poczynając, na poszczególnych punktach programu i ich lokacjach skończywszy. Tegoroczna, czwarta edycja OSF odbyła się w dniach od 6 do 8 listopada. Były to trzy dni intensywnie wypełnione występami artystów z Polski oraz zza jej granic, niekiedy nawet z przeciwległych biegunów muzycznych.

Dzień pierwszy stał pod znakiem debiutantów, bowiem organizatorzy chcą promować również zespoły oraz wykonawców stawiających pierwsze kroki na scenie. Warto w tym miejscu wspomnieć, że właśnie podczas zeszłorocznej edycji OSF swój pierwszy koncert zagrał Kortez, który obecnie jest jednym z najgłośniejszych debiutów 2015 roku. Lilly Hates Roses również gościli w Opolu podczas festiwalu.

Miss Is Sleepy oraz Side Roads zagrali w wyjątkowej przestrzeni studia „M” Radia Opole, a koncert był transmitowany na żywo podczas programu „Rewiry Kultury” oraz w wersji wideo na oficjalnym kanale festiwalu w serwisie YouTube. Miss Is Sleepy to trio pochodzące z Poznania w składzie Izabela Rekowska (wokal, teksty, banjo), Augustyn Maciejowicz (bity, klawisze, banjo) oraz Marcin Gołębniak (bas). Połączenie banja i muzyki elektronicznej to dość rzadkie, aczkolwiek oryginale zestawienie, które w efekcie nadaje kompozycjom zespołu nieco melancholijnego charakteru okraszonego bluesującym wokalem Izy. Miss Is Sleepy nie stroni również od nieco tanecznego oblicza słyszalnego chociażby w „Roseanne”. Side Roads mieli nieco dłuższą drogę do pokonania, bowiem do Opola przyjechali aż z Trójmiasta. Muzycy w składzie Adam Tomaszewski (gitary, wokal), Magdalena Radecka (wokal, gitara), Kuba Wojna (altówka) oraz Przemek Rudziński (cajon, perkusjonalia) przyznali się publiczności, że są nieco onieśmieleni występem, gdyż był to ich pierwszy od dwóch lat. Od pierwszych dźwięków dali po sobie poznać ogromną wrażliwość muzyczną budowaną umiejętnie na dwa głosy w otoczeniu gitar i altówki. Było w nich coś z The xx, ale w nieco bardziej akustycznym wydaniu. Side Roads zupełnie niepotrzebnie usprawiedliwiali się dającym się we znaki zmęczeniem spowodowanym podrożą, bowiem przez ich cały set dawało się odczuć ogromne skupienie i intymność. Pozwolili wejść słuchaczom do swojego świata. Oba zespoły doczekały się bisów, goście studia „M” (warto podkreślić – dość kameralnego, a kameralność to jeden z istotnych czynników budujących zarówno ideę, jak i klimat OSF) bardzo ciepło przyjęli debiutantów. Mam nadzieję, to będzie początek ich sukcesów.

Druga część pierwszego dnia festiwalu to zgoła odmienny klimat. W klubie festiwalowym Kofeina 2.0 odbył się koncert L.A.S. (Lachowicz Audio System), czyli tak naprawdę Jacka Lachowicza. Muzyk w przeszłości współpracował ze Ścianką, Lennym Valentino czy Kobietami. Najnowszy projekt to osadzona w alternatywnej elektronice i wydana w 2014 roku płyta pt. „Szum”.

Sobota, drugi dzień OSF, rozpoczęła się koncertami Oliviera Heima i Francesca Zucchi w dawnej hali maszyn WiK. To niezwykle klimatyczna hala z pięknej czerwonej cegły, która ma szansę stać się kolejną przestrzenią koncertową w Opolu. Organizatorzy zadbali o ocieplenie surowości budynku, ustawiając na scenie staromodne lampy oraz dywan. Pod sceną natomiast, przed regularnymi rzędami krzeseł, postawiono leżaki… na zebranych wcześniej jesiennych liściach!

Pierwszy zagrał Olivier, który zauroczył publiczność łamaną polszczyzną. Zaprezentował kompozycje z solowego krążka pt. „A Different Life”. Leniwe, surf-popowe kompozycje z charakterystyczną linią basu przywodzą na myśl chociażby Tame Impala czy Toro Y Moi. To jeden z tych koncertów, na który czekałem podczas tej edycji OSF. I się nie zawiodłem. Z niecierpliwością czekam na nową płytę Heima, dzięki której setlista koncertowa się poszerzy i zbyt szybko nie ucieknie ze sceny.

Francesco Zucchi pochodzi z Włoch i oprócz zajmowania się muzyką, jest również doktorem medycyny. Zaprezentował najbardziej klasyczną formę songwritingu, bowiem na scenie był tylko on i gitara klasyczna. Oprócz własnych kompozycji po angielsku, zagrał także cover utworu Bruce’a Springsteena oraz jeden utwór w ojczystym języku, do którego wykonania zaprosił zgromadzoną publiczność. Ta została oczarowana i nie pozwoliła zbyt szybko Zucchiemu zejść ze sceny.

Druga część wieczoru przeniosła się do Państwowej Szkoły Muzycznej im. Fryderyka Chopina, gdzie odbyły się koncerty Katie & Me Meet Marlene oraz Barbary Morgenstern. To wydarzenia w ramach XII Dni Kultury Niemieckiej na Śląsku Opolskim współorganizowanych przez Dom Współpracy Polsko-Niemieckiej. Katie & Me Meet Marlene to polski duet (jak sami o sobie piszą: Katarzyna Gierszewska-Widota – wokal oraz Andrzej Widota – niepoliczalne efekty dźwiękowe generowane za pomocą instrumentów oraz elektronicznych urządzeń różnego typu), który reinterpretuje utwory Marleny Dietrich na elektroniczną modłę. Ich występ nie był typowym koncertem, wszak wokalizy Katarzyny przeplatały się melorecytacją i bliżej było mu do performance’u, ale z bardzo bogatą i elektryzującą warstwą muzyczną. Myślę, że sam Artur Rojek nie powstydziłby się tego koncertu na OFF Festivalu. Był to najbardziej oryginalny, frapujący, intensywny występ tegorocznej edycji OSF. Ukłony dla organizatorów za odwagę i za pomysł zaproszenia Katie & Me Meet Marlene do Opola.

Barbara Morgenstern od pierwszych chwil złapała świetny kontakt z publicznością, zaprosiła ją też do wspólnego śpiewania już podczas pierwszego utworu. Niemka rozpoczęła swój set od kompozycji, gdzie akompaniowała sobie tylko na pianinie, później przeszła do charakterystycznych dla siebie elektronicznych aranżacji. Zabrzmiały przede wszystkim piosenki z ostatniego albumu pt. „Doppelstern”, ale także starsze kawałki.

Niedziela zamykała festiwalowy weekend najpierw secret gigiem w „Ramiarni” – opolskiej galerii obrazów. Było to kolejne kameralne miejsce na tylko 30 osób. Supportem przed tajemniczym wykonawcą był duet Malwiny Mielniczuk i Jarka Shadoka. Tak, jak informowali organizatorzy, ów gość zapowiedział się sam – okazał się nim Karl Culley, który był już wcześniej gościem OSF. Karl jest prawdziwym wirtuozem gitary. Myślę, że jest jednym z najlepszych gitarzystów, jakiego słyszałem.

Koncert zamknięcia był ponowną wizytą w Państwowej Szkole Muzycznej, bowiem tam zagrały dwie Amerykanki – Moriah Woods oraz Rykarda Parasol. Pierwsza z pań mieszka w Polsce (dokładniej w Puławach) i łamaną polszczyzną przywitała się z publicznością. Muzyka Woods czerpie z tradycji amerykańskiego folku, więc podczas swojego setu zagrała również kilka klasycznych dla tego nurtu utworów.

Rykarda z kolei była gościem długo oczekiwanym przez organizatorów i w tym roku, na szczęście, udało się im zgrać termin festiwalu z jej trasą w Europie. Koncert Amerykanki był świetnym zakończeniem festiwalu. Charyzmatyczna wokalistka od pierwszych dźwięków zahipnotyzowała publiczność. Była bezbłędna, czarująca. Jej koncert był doskonałym zakończeniem OSF, które spięło klamrą występy wszystkich wykonawców.

Opole Songwriters Festival przełamuje dystans pomiędzy wykonawcą a widownią, jest intymnie, kameralnie. Muzycy świetnie zdają się odczuwać i rozumieć tę ideę, bowiem niemal od razu „łapią” przyjacielski kontakt z tymi, którzy przychodzą ich posłuchać. Nad OSF unosi się piękna atmosfera. Oby trwała.

[KO/TDGM]

Reklamy