Ścieżka dźwiękowa gry „Life Is Strange” [MUSIC]

"Life is Strange"

„Life Is Strange”

Soundtrack gry „Life Is Strange” to jedna z najlepszych płyt, jaka trafiła ostatnio do mojego odtwarzacza. Co lepsze, była totalnym zaskoczeniem, bo choć wiedziałam, że zamawiając limitowaną edycję gry, otrzymam również ścieżkę dźwiękową, to byłam przygotowana na jej cyfrową wersję, pomimo rysunku płyty na opakowaniu gry (hmm, bo jak inaczej mieli zobrazować soundtrack?).

Co prawda, część zawartości krążka jest mi znana, bowiem „Spanish Sahara” Foals, „Something Good” alt-J, „Got Well Soon” Breton czy „Crosses” José Gonzáleza to utwory, które w czasach swoich premier były wręcz katowane nie tylko przeze mnie. Ten soundtrack to jednak 22 pozycje, z czego 8 z nich to dedykowane fragmentom/elementom gry kompozycje. Przy czym całość zestawiona została w taki sposób, że czyni tę płytę ogromnie klimatyczną i spójną historią.

Natomiast jako ścieżka dźwiękowa „Life Is Strange” ta kompilacja jest czymś GENIALNYM. Nie spotkałam się dotychczas z lepiej dobraną muzyką do gry wideo, a regały uginają mi się pod pudełkami gier na niejedną konsolę. Ograłam niemałą część dostępnych w Europie japońskich RPG-ów, które zdecydowanie przodują w udźwiękowieniu, jeśli chodzi o gry konsolowe/komputerowe. ŻADNA gra nie wywarła na mnie do tej pory TAKIEGO wrażenia z uwagi na muzykę, która towarzyszyła mi podczas rozgrywki.

Przy czym rozgrywka właśnie, nastrój, fabuła i bohaterowie „Life Is Strange” to temat na osobny tekst (oczywiście pełen zachwytów). Historia tej gry, pomimo swojego mocno fikcyjnego trzonu, jest piękna i bardzo poruszająca. Postaci z kolei są ogromnie wiarygodne i absorbują swoimi charakterami, natomiast relacja pomiędzy głównymi bohaterkami to po prostu MAJSTERSZTYK. I nie wiem, czy to dobrze świadczy o twórcach gry, czy źle o mnie, ale ja już dawno nie zaangażowałam się AŻ TAK w żadną relację kogokolwiek z mojego otoczenia. Sytuację pomiędzy Max i Chloe obserwowałam natomiast z wypiekami na policzkach i galopującym w klatce piersiowej sercem, dokonując przy tym wyborów w grze najstaranniej, jak tylko mogłam (czasem być może nadużywając opcji przewijania) i najlepiej właśnie dla ich relacji.

„Life Is Strange” jest absolutną rewelacją. W tę grę po prostu trzeba zagrać, trzeba ją przeżyć. Ścieżka dźwiękowa z kolei jest kompilacją, obok której nie sposób przejść obojętnie. I tak, jestem nową psychofanką ludzi z DONTNOD Entertainment, którzy są odpowiedzialni za stworzenie tego CUDA.

[KJ/TDGM]

Advertisements