Aurora „All My Demons Greeting Me as a Friend” [RECENZJA]

Aurora "All My Demons Greeting Me as a Friend" Universal Music / 11.03.2016

Aurora „All My Demons Greeting Me as a Friend”
Universal Music / 11.03.2016

Jest coś niezwykłego w muzyce Północy – zarówno islandzkiej, jak i skandynawskiej. Nie chodzi mi tylko o ten chłodny, mroczny klimat, który zazwyczaj roztacza. Jest w tym coś więcej. Coś, co sprawia, że tworzący tam artyści, mimo że znajdują się pod wpływem miejsc, z których pochodzą, tak bardzo jednak się od siebie różnią. Mimo łączącej ich muzykę podobnej aury, wciąż są bardzo oryginalni w swoim przekazie i tę aurę potrafią pokazać na tak wiele sposobów.

Tak też jest w przypadku Aurory. Właśnie ukazał się jej debiutancki album zatytułowany „All My Demons Greeting Me as a Friend”, który był jednym z najbardziej wyczekiwanych krążków ostatnich miesięcy. Młodziutka Norweżka urzekła słuchaczy już od pierwszych dźwięków, jakie mogliśmy od niej usłyszeć, a apetyt na więcej rósł w miarę tego, jak artystka prezentowała kolejne single. Nie ma się czemu dziwić. Na świecie – a z pewnością w Polsce – uwielbia się północne brzmienie i tę melancholijną atmosferę. Pokochaliśmy też zatem Aurorę i jej bajkowy świat.

Słuchając płyty, nie sposób bowiem nie przenieść się do zupełnie innego wymiaru. Z każdą kolejną nutą coraz bardziej pochłaniała mnie wykreowana przez Aurorę senna kraina. Wystarczyło, że zamknęłam oczy, a natychmiast znalazłam się w zupełnie innym świecie, który mógł stanowić scenerię „Opowieści z Narnii” lub innej baśni.

Jest coś w sposobie, w jaki brzmi Aurora, który przywodzi mi na myśl sielskie, ale i mroczne klimaty z płyt Florence Welch. Szczególnie w utworach pt. „Runaway” czy „Conqueror”. Z kolei „I Went Too Far” nasuwa mi skojarzenia z twórczością Ellie Goulding. Nie odbiera to oczywiście Norweżce oryginalności – stanowi raczej potwierdzenie muzycznej dojrzałości, pewnej świadomości, a także świetnej produkcji tego albumu.

Przy czym wokal Aurory jest tutaj najważniejszy. Można zatem pokusić się o stwierdzenie, że całość aranżacji została utrzymana w dość minimalistycznej formie. Podkłady, choć dynamiczne i wyraziste, są na tyle lekkie, by dać artystce przestrzeń do wyeksponowania wszystkich emocji, którymi chce podzielić się ze słuchaczami.

Słuchając „All My Demons Greeting Me as a Friend”, aż trudno uwierzyć, że Aurora wstydziła się zaprezentować swoją twórczość światu. W moim odczuciu jest to bowiem niezwykle szczery, dojrzały materiał, który – dodatkowo – wpada w ucho. Tym samym pokazuje, że melancholia nie musi być tylko smętna, ale może mieć też całkiem energiczny charakter. Dzięki temu zdecydowanie dłużej zagości na mojej playliście.

5/5

[MR/TDGM]

Advertisements