Chango „Mono vs Stereo” [RECENZJA]

Chango "Mono vs Stereo" Big Flow / 11.03.2016

Chango „Mono vs Stereo”
Big Flow / 11.03.2016

W ostatnim czasie niejednokrotnie usłyszałam stwierdzenie, że „cierpimy” obecnie na nadprodukcję muzyki. Trudno się z tym nie zgodzić, biorąc pod uwagę to, ile płyt wydaje się każdego roku, ba!, każdego miesiąca, ilu nowych artystów mamy okazję odkryć nie tylko w sieci, ale również na imprezach showacase’owych czy wreszcie jak łatwo nagrywać teraz muzykę, właściwie nie wychodząc z domu. Na temat tego, czy równie łatwo jest obecnie zostać zauważonym i dotrzeć do szerszej publiczności dyskutować nie będę, bo to odrębny temat. Chętnie natomiast pochylę się nad oryginalnością i świeżością w muzyce, a debiutancka płyta grupy Chango zatytułowana „Mono vs Stereo” jest do tego dobrą podstawą.

Z pewnością olbrzymim atutem tego krążka jest to, że stanowi niejako reakcję na wtórność w muzyce. Jasne, wykorzystanie jazzu, funku i rocka nie jest czymś nowym, ale w takim połączeniu, będąc przy tym w opozycji do rosnących jak grzyby po deszczu projektów elektronicznych, pozwala słuchaczowi nie tylko na poszerzenie muzycznych horyzontów, ale także na nabranie dystansu do tego, czego przywykł słuchać niemalże na każdym kroku. I – żeby nie było! – absolutnie nie mam nic do zarzucenia muzyce elektronicznej, której sama słucham bardzo dużo i bardzo chętnie. Czasem po prostu, jak to w ogóle w życiu bywa, potrzeba człowiekowi jakiejś przerwy, nowości, spojrzenia na muzykę z innej strony. A to udało mi się przy słuchaniu płyty Chango.

Panowie świetnie przeplatają ze sobą przeróżne stylistyki, serwując słuchaczowi prawdziwe bogactwo dźwięków. Zastosowanie szerokiego instrumentarium sprawiło, że kawałki, nawet jeśli trwają dłużej niż przeciętne trzy minuty, nie są monotonne. Wręcz przeciwnie, można odnieść wrażenie, że jedna kompozycja składa się z kilku mniejszych. Co więcej, mimo tego całego stylistycznego przekroju, album wypada bardzo spójnie, a to dowodzi tylko posiadanych przez muzyków kunsztu i świadomości.

„Mono vs Stereo” jest wielobarwną płytą. Bije z niej pozytywna energia i z pewnością jeszcze lepiej niż w odtwarzaczu sprawdzi się podczas występów na żywo. I choć rozumiem instrumentalny zamysł płyty, to jednak nie mogę się powstrzymać od myślenia, że na tych rewelacyjnych, energicznych podkładach aż prosi się o wokal, który nadałby utworom jeszcze większej wyrazistości. Pociesza mnie przy tym myśl, że to debiut Chango, więc w ich muzyce wiele się jeszcze może wydarzyć.

4,5/5

[MR/TDGM]

Reklamy