Bleeding Moses [MUSIC]

Bleeding Moses

Bleeding Moses

Kiedy byłam dzieckiem, rozróżnianie muzyki było dla mnie banalnie proste. Wówczas istniały bowiem dla mnie wyłącznie dwa gatunki – pop i rock. Nic więcej. Oczywiście z czasem poznałam ich więcej, ale wciąż łatwo było przypisać charakter dźwięku do odpowiedniej kategorii. Co innego dzisiaj.

Na przestrzeni lat muzyka przeszła taką ewolucję, że trudno „zaszufladkować” danego artystę, co akurat uważam za pozytywne zjawisko, chyba że skategoryzuje siebie sam (bądź sama), nadając swojej muzyce zupełnie nową nazwę gatunkową. Okazuje się bowiem, że hasło „muzyka alternatywna” nie wystarcza. W ostatnich latach zetknęłam się już (Wy pewnie też) z takimi nazwami jak na przykład vegan disco czy freak electronic. Teraz przyszła pora na pigeon rock. „Nowy” gatunek, który powstał wraz z powstaniem zespołu Bleeding Moses.

Grupa powstała w 2011 roku we Wrocławiu i zaczęła od… koncertowania. Po serii pierwszych występów przed publicznością – między 2011 a 2014 rokiem – zespół rozpoczął nagrywanie materiału na pierwszą płytę. Początkowo eksperymentowali z różnymi gatunkami, co doprowadziło ich do powstania kilku utworów. Pierwszym z tych, którymi podzielili się ze swoimi słuchaczami, był zapowiadający debiutancki album utwór pt. „Hello D”. Gdyby nie to, że zanim usłyszałam kawałek, wiedziałam, z kim mam do czynienia, trudno byłoby mi wytłumaczyć, że to „chłopaki z sąsiedztwa”, którzy są w zasadzie na starcie swojej muzycznej kariery.

Twierdzą, że lubią być pionierami w różnych aspektach i tak też można postrzegać ich twórczość. Nie tylko przez pryzmat gatunku, jaki sami dla siebie stworzyli, ale przede wszystkim pod kątem samej muzyki. Tego, czym dzielą się ze słuchaczami, z pewnością nie można postrzegać w kategorii lekkiego, przyjemnego podkładu dla każdej codziennej sytuacji. Jest to bowiem tajemnicze, smutne i niepokojące, a jednocześnie intrygujące i hipnotyzujące. Utwory Bleeding Moses wciągają do ich świata, ale też wyciągają emocje. Tworzą aurę mroku, obok której trudno przejść obojętnie. Jest to taki mrok, w którym chce się zanurzyć, bo emanuje z niego swoiste piękno.

Projekt Bleeding Moses zdecydowanie należy postrzegać jako coś ambitnego i wartego poznania, ale żeby to zrozumieć, trzeba po prostu chłopaków posłuchać. Jak można się domyślać, to nie jest muzyka, która trafi do każdego. Warto, a wręcz należy przekonać się o tym samemu. Może się bowiem okazać, że koło nosa przeszło coś bardzo wartościowego, a że płyta jest już dostępna, nie ma zatem powodu, by dłużej zwlekać. Należy słuchać i przeżywać.

[Magda Rogóż/TDGM]

Advertisements