Agnieszka Chylińska we Wrocławiu [RELACJA]

Agnieszka Chylińska

Agnieszka Chylińska

Agnieszka Chylińska. Legenda polskiej sceny muzycznej. Genialny wokal, niezwykła osobowość i charyzma. Żeński typ niepokorny. W tym roku artystka niespodziewanie powróciła z nową płytą zatytułowaną „Forever Child”, którą wytwórnia zapowiedziała jako powrót do korzeni. Umówmy się, jeśli chodzi o brzmienie, najnowszemu dziełu Agnieszki daleko do rocka. Mamy tutaj do czynienia z popem w najczystszej postaci. Cała reszta, czyli wizerunek, dynamika i to typowe dla niej zdzieranie gardła to kwintesencja Agnieszki Chylińskiej. Powrotem do korzeni natomiast można z pewnością nazwać jej obecną trasę koncertową. Mogłam się o tym przekonać w miniony piątek (4 listopada) we wrocławskim Centrum Kongresowym Hali Stulecia.

Nie przesadzę, jeśli już teraz zaliczę ten koncert do muzycznych wydarzeń roku. Trudno mi przywołać z pamięci inny występ jakiegokolwiek artysty w ostatnich miesiącach, który dostarczyłby mi tyle emocji, doznań i dawki endorfin, ile dostarczyła mi ich w piątek Agnieszka Chylińska. Pod jakim kątem bowiem by na niego nie spojrzeć, była to przede wszystkim świetna zabawa.

Podczas koncertu wokalistka zaprezentowała energiczne kawałki ze swojej najnowszej płyty, z czego największą euforię wywołała oczywiście dwukrotnie wykonana „Królowa łez”. Wrocławska publiczność wykazała się wręcz idealną znajomością tekstu, wyśpiewując z Agnieszką każde słowo. Świetnie sprawdził się też żywiołowy kawałek „KCACNL” z łatwo wpadającym w ucho refrenem, ale przede wszystkim porywającą do tańca melodią. Trudno było przy nim nie dać się ponieść.

Tym jednak, co najbardziej urzekło, to powrót do starych kawałków, które przywołały wspomnienia i obudziły sentymenty. Obserwując reakcję widowni na takie utwory jak „Kiedy powiem sobie dość”, „Niekochana”, „Najtrudniej” czy „Drzwi”, trudno mi wyobrazić sobie, by nie wywołały one ciarek na ciele. Odbiór tych właśnie kompozycji mógłby wręcz wskazywać na to, że właśnie dla tych wspomnień i czasów młodości część słuchaczy przyszła na ten koncert.

Na ogromne uznanie zasługują również towarzyszący Agnieszce na scenie muzycy, którzy tamtego wieczoru dali z siebie wszystko. A już szczególne ukłony kieruję tutaj w stronę Bartka Królika i Marka Piotrowskiego, którzy są autorami muzyki na płycie „Forever Child” i wykazali się przy tym nie tylko swoimi umiejętnościami, ale też odwagą. Nie wspominając o tym, jak genialnie odnaleźli się w całym repertuarze Agnieszki podczas koncertu.

I tak, potrzeba nie lada odwagi, by w obliczu wszechpanującej internetowej krytyki zrobić coś swojego i w zgodzie ze sobą. Agnieszka Chylińska po raz kolejny pokazała, że muzykę robi przede wszystkim z potrzeby serca, dla wyrażenia siebie. I wyłącznie przez pryzmat swojej twórczości powinna być przez nas, słuchaczy, odbierana. Swoim wrocławskim koncertem nie tylko dostarczyła mi kolejnych muzycznych wrażeń, ale przede wszystkim pokazała to, że w tym, co robi, jest autentyczna. Jest, jaka jest, nie wstydzi się tego i za to należy jej się ogromny szacunek.

[Magda Rogóż/TDGM]

Reklamy