Sara Hartman – o życiu i tworzeniu muzyki w Berlinie [WYWIAD]

Sara Hartman

Sara Hartman

Potrzeba wielkiej odwagi i determinacji, by podążać za własnymi marzeniami. A tym bardziej, by rzucić dla nich całe swoje dotychczasowe życie. Wie o tym doskonale Sara Hartman – amerykańska artystka, która skorzystała z pojawiającej się okazji i przeprowadziła się do Berlina. Tam realizuje swoje muzyczne marzenia, tworzy i nagrywa. O tym też opowiedziała nam w trakcie telefonicznej rozmowy, której zapis przeczytacie poniżej.

TDGM: Nie mogę nie zacząć od tego tematu – jesteś Amerykanką, a przeprowadziłaś się do Berlina. W większości przypadków słyszy się o tym, że artyści przenoszą się do Stanów – do Nowego Jorku, Los Angeles. Ty zrobiłaś zupełnie odwrotnie.

Sara Hartman: Nie powiem, żeby było to coś typowego dla mnie – to była po prostu okazja. Pewnego wieczoru grałam w restauracji w Sag Harbor i okazało się, że grałam przed odpowiednią osobą, która przedstawiła mnie Toby’emu Kuhnowi, który okazał się stacjonować w Berlinie. Zakochałam się w tym mieście i „muzycznie zakochałam się” w Tobym. Uważam więc, że to nawet nie był dla mnie wybór. Był to kolejny rozdział w moim kreatywnym życiu. Cieszę się, że to zrobiłam. Nawet przez chwilę nie pomyślałam jednak, że jest to coś zupełnie przeciwnego do tego, co robi większość ludzi. Cokolwiek prowadzi do mety, nie ma sensu się nad tym zastanawiać.

TDGM: Czy szansa nagrywania z Tobym była jedynym powodem, dla którego zdecydowałaś się na przeprowadzkę do Europy?

Sara Hartman: Szczerze mówiąc, w domu nic mnie nie trzymało. Oczywiście było mi tam wygodnie, ale czułam, że gdzieś tam czeka na mnie coś więcej. Myślę, że w pewnym sensie Toby pozwolił mi zacząć samodzielne życie w Berlinie. I podążać za marzeniami. Nie chcę, żeby zabrzmiało to w oklepany sposób, ale zawsze chciałam grać muzykę i mogę to robić w Berlinie. To miasto jest bardzo inspirujące. Uwielbiam je. Staje się dla mnie drugim domem. Staje się domem, co jest bardzo, bardzo piękne. I naprawdę dużo się tutaj dzieje!

TDGM: Tak, Berlin jest bardzo dobrym miejscem dla artystów.

Sara Hartman: I ma pewne dziedzictwo. Wielu artystów tu przebywało. Jest to też miejsce, które skupia w sobie kreatywność, a to jest coś, czym chcę się w tej chwili otaczać.

TDGM: Czy mieszkanie w Berlinie i tworzenie tam nauczyło Cię czegoś nowego w kontekście muzyki i samego procesu tworzenia?

Sara Hartman: Zdecydowanie! W domu było pięknie i uwielbiałam to, i moja rodzina tam była. Kocham ich i tęsknię za nimi, ale Berlin jest taki ekscytujący. Osobiście prawdopodobnie nauczyłam się zbyt wiele (haha!) o sobie i być może o życiu, i wydaje mi się, że nigdy nie nauczyłabym się tego wszystkiego lub nie byłam bym zdolna zacząć o tym myśleć, gdybym nie przeprowadziła się do Berlina. Wydaje mi się, że udało mi się przełożyć to na muzykę, co jest niesamowite. Piosenki stały się w pewien sposób pamiętnikiem. Lubię tak o tym myśleć. Kiedy czułam się smutna, pisałam o tym piosenkę. Kiedy tęskniłam za siostrą, pisałam o tym piosenkę. Kiedy czułam się fantastycznie, bo komuś spodobał się mój utwór, przekładałam to na muzykę. Teraz, patrząc wstecz, wydaje mi się to niesamowite. Jestem z siebie bardzo dumna, ale uważam, że to dopiero początek.

TDGM: Powinnaś być z siebie dumna. Zdecydowałaś się zostawić wszystko i podążać za swoimi marzeniami. Nie uwierzyłabym, gdybyś powiedziała, że to była łatwa decyzja.

Sara Hartman: Wiesz, nie wydaje mi się, że zdawałam sobie do końca sprawę z tego, co robię, dopóki nie znalazłam się w środku tego zamieszania. Ale wydaje mi się, że to się opłaciło. To, jak ludzie reagują na to, co stworzyłam, daje satysfakcję i wzbogaca.

TDGM: Mając tę perspektywę czasu, który już spędziłaś w Berlinie, czy nagrywanie piosenek sprowadza się teraz głównie do Twoich doświadczeń związanych z przeprowadzką do Europy?

Sara Hartman: Tak, jak również ze wszystkimi kwestiami, które miały w związku z tym miejsce, zarówno z tymi oczekiwanymi, jak i niespodziewanymi. To wszystko jest jak sprzeczność. Jakbym nigdy nie czuła się tak samotna, a jednocześnie tak do czegoś przywiązane. Nigdy nie czułam, bym tak mocno o coś walczyła. To dla mnie wszystko. I sprawia, że czuję, że żyję. Tym jednak właśnie są emocje. O tym jest dla mnie ta płyta (EP-ka pt. „Satellite” – przyp. red.). Była napisana z perspektywy czasu, więc znalazło się na niej wiele obrazów, by ludzie nie znudzili się moją muzyką. To jak być młodym i opuszczać gniazdo. Wyjeżdżać na przykład do collegu. To odkrywanie siebie. To było wiele rzeczy. Ale tak, to było o przeprowadzce i rzeczach, których się nauczyłam.

TDGM: W ten sposób swoimi piosenkami dopuszczasz blisko swoją publiczność. Wpuszczasz ich do swojego świata.

Sara Hartman: Tak, włożyłam w nie wszystko. Są bardzo bliskie memu sercu i bardzo osobiste. Czasami nadawanie czemuś osobistego charakteru nie jest takie złe. Chodzi o moje doświadczenia, ale odbieram to też jako podstawowe, pierwotne ludzkie emocje. A ludzie na to reagują w taki sposób, że nie czuję się taka samotna, co jest świetne.



TDGM: Ludzie potrafią odnaleźć wartości i emocje w piosenkach. Twoje utwory stają się dla nich w pewien sposób uniwersalne.

Sara Hartman: Tak i to wszystko czego oczekuję dla tych piosenek. Właśnie tego. To jest dla ludzi, by mogli to zinterpretować i w jakiś sposób dopasować do swojego życia. Pomóc z ich doświadczeniami. To nadrzędny cel.

TDGM: Jak to jest współpracować z Tobym?

Sara Hartman: Jego świat produkcji jest fascynujący. To jest coś, co chciałabym robić z tekstami. Jest to bardzo organiczne, jak muzyka rockowa, ale jednocześnie tworzymy współczesną elektronikę. Bardzo mnie inspiruje.

TDGM: Potrafisz grać na wielu instrumentach. Czy to oznacza, że jesteś samowystarczalna? Planujesz samodzielnie nagrać płytę?

Sara Hartman: Być może. Ale wiesz, wydaje mi się, że ludzie uzyskują na swoich instrumentach zupełnie różne głosy i bardzo cieszę się, że mam swojego perkusistę – Sebastiana, który gra ze mną na koncertach. Pojawił się również na płycie. Uwielbiam sposób, w jaki gra. Ale tak, technicznie jest to możliwe. Może zrobię to któregoś dnia. Uwielbiam jednak współpracę. Uwielbiam słuchać kreatywnych ludzi i dowiadywać się tego, co myślą i tworzyć z nimi coś nowego.

TDGM: Z kim zatem chciałabyś współpracować?

Sara Hartman: Umarłabym, gdybym mogła choć znaleźć się obok Patti Smith. Wiesz, ona jest legendą. Ostatnio słuchałam dużo Jacka Garreta. Jest świetny i robi dużo ciekawych rzeczy. Chciałabym coś z nim stworzyć. Ale Patti pozostanie tym najważniejszym marzeniem.

TDGM: Czy jest coś, co postrzegasz jako przełom w swojej karierze?

Sara Hartman: Nie mam pojęcia. Dla mnie nie to chodzi. Chodzi o dzielenie się tym, co czułam. To sprawia, że idę dalej. Granie przed Ellie Goulding było oczywiście niezwykłym spełnieniem marzeń, ale mnie chodzi bardziej o dzielenie się rzeczami, które robię i tym, by ludzie czuli je ze mną. Gdybym mogła to robić na całym świecie – powiedzmy, że to byłby przełom.

TDGM: Jak postrzegasz siebie w miejscu, w którym obecnie jesteś? Grałaś przed Ellie Goulding podczas jej trasy, wcześniej przed MS MR. Ludzie mogli posłuchać Ciebie na żywo podczas festiwalu Spring Break w Poznaniu. To wszystko brzmi jak spełnienie marzeń.

Sara Hartman: Szczerze mówiąc, myślę, że tak właśnie jest. Staram się nie myśleć o tym za bardzo i po prostu cieszyć się tą niesamowitą rzeczą, przez którą mogę przejść w moim życiu. Cieszę się, że muzyka zabiera mnie do tych wszystkich miejsc. To jak życie marzeniem.

[Magda Rogóż/TDGM]

Reklamy