LP „Lost on You” [RECENZJA]

LP "Lost on You" Magic Records / 9.12.2016

LP „Lost on You”
Magic Records / 9.12.2016

Wydawać by się mogło, że aby zaistnieć w showbiznesie, wystarczą talent i odrobina szczęścia. Nie zawsze jednak jest tak różowo. Niektórzy muszą przebyć długą drogę i ciężko pracować na to, by zaistnieć. Najlepszym tego przykładem jest LP, która na swój moment chwały czekała piętnaście lat. Przez ten czas nie tylko pracowała na własny sukces, tworzyła i przelewała własne emocje na papier i dźwięki gitary lub ukulele, ale przewrotnie pomogła piąć się po listach przebojów innym artystom. I aż dziw bierze, że takiego sukcesu, jak ten obecny, nie odniosła już dwa lata temu, kiedy ukazał się jej krążek zatytułowany „Forever for Now”, który aż kipiał emocjami. Ale do rzeczy, bo nie o samej LP miałam pisać, a o jej najnowszej płycie pt. „Lost on You”, będącej niejako kontynuacją EP-ki pt. „Death Valley”.

Zdecydowanym atutem tego krążka są z pewnością teksty. Nic dziwnego, skoro – śmiało można to powiedzieć – pisząc dla innych artystów, LP zjadła na nich zęby. W swoich piosenkach porusza ważne dla siebie kwestie, a na „Lost on You” szczególnie te dotyczące straty, która towarzyszy nam przez całe życie. I choć wszyscy dobrze wiemy, że tak się dzieje, z każdą kolejną stratą bliskiej osoby zawsze trudno nam sobie poradzić. O tym właśnie pisze LP i to w sposób, który trafia prosto w serce.

I chociaż na „Lost on You” trafiły tylko cztery premierowe kawałki („Into the Wild” znany jest już z płyty „Forever for Now”, a „Lost on You”, „Death Valley”, „Other People”, „Strange” i fenomenalne „Muddy Waters” z poprzedzającego najnowszy krążek minialbumu), ten fakt w ogóle nie umniejsza wartości tego albumu, który jest bardzo równy, spójny. Poszczególne kompozycje są, co prawda, utrzymane w różnej stylistyce – obok folkowo-rockowych utworów w postaci „Death Valley”, „Lost on You” czy „Tightrope” znajdziemy tutaj również mocno popowe „No Witness” oraz celujące bardziej w pogranicze elektronicznego brzmienia „Up Against Me”, wszystko jednak pięknie spina wokal artystki. To jej głos, jego modulowanie sprawiają, że Laura generuje w słuchaczu silne emocje i doskonale nimi operuje, prowadząc odbiorców właśnie w te rejony, w które mają trafić przez jej muzykę. Dodajmy do tego jeszcze charakterystyczne pogwizdywanie i lekką nonszalancję samej LP i można przepaść bez reszty. Ja przepadłam, ale mnie LP „kupiła” już jakiś czas temu – kawałkiem pt. „Levitator”.

4,5/5

[Magda Rogóż/TDGM]

Advertisements