RÜFÜS „Bloom” [RECENZJA]

RÜFÜS „Bloom”
Magic Records / 21.10.2016

Mam pewien sentyment do australijskiej sceny muzycznej. Właściwie trudno mi przywołać z pamięci własne odkrycia lub zaprezentowane mi przez kogoś utwory, których twórcami są Australijczycy, a które nie przypadłyby mi do gustu. Nie mam pewności, czy wynika to z tego, że w tej muzyce od razu czuć słońce i radość z życia, czy to po prostu niebywały talent tej konkretnej grupy demograficznej. Co by to jednak nie było, każde kolejne australijskie odkrycie muzyczne daje mi motywację do tego, by bardziej szperać w dźwiękach z drugiego końca świata. I dlatego też nie mogłam nie przesłuchać najnowszego krążka grupy RÜFÜS pt. „Bloom”.

Jest to płyta, którą z czystym sumieniem można nazwać ścieżką dźwiękową dla lata, co zresztą współgra z porą roku, jaka obecnie panuje w Australii. Wydanie takiej płyty w środku australijskiej wiosny było idealnym posunięciem. Z każdego kawałka emanuje bowiem pozytywna energia, a barwne bity zachęcają tylko i wyłącznie do tego, by uderzyć na parkiet i przetańczyć przy tej płycie całą noc. Zresztą, nasza jesienno-zimowa aura wcale nie przeszkadza w innym odbiorze tego albumu. Tęskniąc za ciepłem i słońcem, mogę w wyobraźni przenieść się nad ocean i oddać błogiemu lenistwu, co sprawia, że od razu inaczej patrzę na otaczającą mnie rzeczywistość.

Co wpływa na taki odbiór „Bloom”? Są to przede wszystkim energiczne kompozycje i bardzo rytmiczne podkłady, które poza tym, że mogą pełnić rolę jedynej playlisty na udanej imprezie, stanowią też rewelacyjne tło dla innych czynności. Duża w tym zasługa jakby nieco leniwego, ale jednak hipnotyzującego wokalu Tyrone’a Lindqvista. Płyta jest na tyle spójna i rytmiczna, że nie przeszkadza, gdy nie powinna, ale jest również na tyle porywająca, że kiedy już skupić uwagę wyłącznie na niej, to trudno nie poddać się podrygiwaniu, tym pozytywnym wibracjom.

„Bloom” to krążek, którym zdecydowanie powinno się cieszyć, przede wszystkim ze względu na atmosferę, jaką buduje. W muzyce rozrywkowej chodzi w końcu o to, żeby dobrze się bawić, a to zdecydowanie ma miejsce w przypadku tego albumu.

4,5/5

[Magda Rogóż/TDGM]

Reklamy