Gypsy and the Acid Queen „Gypsy and the Acid Queen” [RECENZJA]

Gypsy and the Acid Queen "Gypsy and the Acid Queen" 1.05.2016

Gypsy and the Acid Queen
„Gypsy and the Acid Queen”
1.05.2016

Mam wrażenie, że – w odniesieniu do muzyki – słowo „artysta” traci na znaczeniu. Coraz częściej bowiem używa się go w stosunku do osób, które muzykę wykonują, ale nie piszą tekstów lub nie komponują melodii. Z wielkim podziwem słucham wówczas takich twórców jak Kuba Jaworski, występujący pod pseudonimem Gypsy and the Acid Queen, który w zeszłym roku wydał płytę o takim samym tytule.

Co jest w nim takiego wyjątkowego? To prawdziwy człowiek orkiestra. Kuba sam pisze teksty, samodzielnie tworzy muzykę, jak również sam gra koncerty. Pierwszy krążek, który wydał pod pseudonimem Gypsy and the Acid Queen, to godzina idealnej równowagi pomiędzy klasycznymi gitarowymi riffami, nowoczesną elektroniką oraz songwriterskimi balladami. To świadczy nie tylko o posiadaniu solidnego muzycznego zaplecza, jeśli chodzi o znajomość gatunków, ale też o pewnym smaku, jeśli chodzi o połączenie tych elementów ze sobą.

Dzięki tym zabiegom oraz samemu wokalowi Kuby, często zachrypniętemu, „Gypsy and the Acid Queen” zyskało wyjątkowy klimat. Dwanaście piosenek wprowadza słuchacza w coś na wzór transu. Jak już raz odpali się ten album w odtwarzaczu, trudno tak po prostu go wyłączyć.

Jedynym dysonansem, jaki odczuwam po przesłuchaniu tego krążka, jest zdecydowany niedobór polskich tekstów. Rozumiem, co prawda, że śpiewanie o emocjach po angielsku jest dużo bardziej bezpieczne, mniej obnaża duszę artysty niż język ojczysty, ale jednak to utwór pt. „Wilk” uważam za zdecydowanie najlepszy. Nie umniejszam tym absolutnie pozostałym kompozycjom, za pomocą których Kuba przekazuje światu swoje emocje. Tym bardziej, że po „Wilku” w czołówce plasują się również kawałki pt. „Home”, „Hush” czy „Last Night on Earth”, natomiast płyta zyskałaby apogeum mojego uznania, gdyby polskich tekstów pojawiło się na niej więcej, czego z kolei życzyłabym sobie przy kolejnym krążku tego ARTYSTY.

4,5/5

[Magda Rogóż/TDGM]

Advertisements