Aurora

Aurora i Ziggy Marley zagrają podczas Colours of Ostrava 2018 [FESTIWAL]

Aurora / Ziggy Marley

W naszym przekonaniu dla fanów muzyki nie ma niczego gorszego niż koncert, który się przegapiło (no chyba, że był źle nagłośniony). Na szczęście festiwale muzyczne często pozwalają nadrobić koncertowe zaległości i podczas jednego wydarzenia umożliwiają udział w kilku występach ulubionych artystów.

Dwa lata temu przegapiłyśmy koncert Aurory podczas Colours of Ostrava (jak zresztą cały festiwal, niestety). W tym roku nie powtórzymy tego błędu! Dzięki organizatorom festiwalu będziemy miały kolejną szansę posłuchać tej norweskiej artystki o hipnotyzującym głosie i poznać jej najnowszy materiał, z którym przyjedzie do Ostravy.

Nie zabraknie nas też pewnie na koncercie kolejnego ogłoszonego artysty, którym jest Ziggy Marley. Będzie to jego pierwsza wizyta w Czechach.

Wydarzenia na Facebooku:
Colours of Ostrava 2018 / Czechy / Ostrava / 18-21 lipca 2018
Colours of Ostrava 2018 / Czechy / Ostrava / 18-21 lipca 2018

Aurora, Susanne Sundfør i Maria Peszek na Colours of Ostrava 2016 [FESTIWAL]

Aurora / Susanne Sundfør / Maria Peszek

Aurora / Susanne Sundfør / Maria Peszek

Organizatorzy Colours of Ostrava z ogłoszenia na ogłoszenie potwierdzają, że czeski festiwal jest jak najbardziej godnym uwagi wydarzeniem. Każdy kolejny artysta pojawiający się w line-upie imprezy wzmaga chęć wizyty w Czechach w dniach 14-17 lipca.

Najnowszymi argumentami przekonującymi do Colours of Ostrava 2016 są Aurora, Susanne Sundfør, Maria Peszek, Kovacs oraz Victoria Hanna, czyli pięć bardzo ciekawych artystek, które zabiorą słuchaczy w bardzo różne rejony muzyki, włączając w to zarówno delikatność dream popu, jak i rockową zadziorność.

Aurora „All My Demons Greeting Me as a Friend” [unboxing]

Aurora "All My Demons Greeting Me as a Friend"

Aurora „All My Demons Greeting Me as a Friend”

Zastanawiacie się czasem, zanim kupicie jakąś płytę, jak została wydana? Czy umieszczono ją w jewel case’ie, czy w digipacku? Czy we wkładce są teksty piosenek, czy zdjęcia artysty, a może i to, i to?

My zastanawiamy się nad tym niemalże za każdym razem przed zakupem, zwłaszcza gdy do sklepów trafiają różne wersje jakiegoś albumu, np. krążki w dobrze znanej opcji „zagraniczna płyta – polska cena”.

Uwielbiamy kompakty (winyle zresztą też), chętnie je kupujemy i zawsze z uwagą analizujemy ich wydanie. Dlatego też postanowiliśmy pokazać Wam niektóre z nich, więc co jakiś czas publikować będziemy unboxingi wybranych albumów. Być może niektórym z Was ułatwią one podjęcie decyzji w kwestii kupna jakiegoś krążka.

Zobaczcie zatem, jak wygląda płyta Aurory pt. „All My Demons Greeting Me as a Friend”:

Aurora „All My Demons Greeting Me as a Friend” [RECENZJA]

Aurora "All My Demons Greeting Me as a Friend" Universal Music / 11.03.2016

Aurora „All My Demons Greeting Me as a Friend”
Universal Music / 11.03.2016

Jest coś niezwykłego w muzyce Północy – zarówno islandzkiej, jak i skandynawskiej. Nie chodzi mi tylko o ten chłodny, mroczny klimat, który zazwyczaj roztacza. Jest w tym coś więcej. Coś, co sprawia, że tworzący tam artyści, mimo że znajdują się pod wpływem miejsc, z których pochodzą, tak bardzo jednak się od siebie różnią. Mimo łączącej ich muzykę podobnej aury, wciąż są bardzo oryginalni w swoim przekazie i tę aurę potrafią pokazać na tak wiele sposobów.

Tak też jest w przypadku Aurory. Właśnie ukazał się jej debiutancki album zatytułowany „All My Demons Greeting Me as a Friend”, który był jednym z najbardziej wyczekiwanych krążków ostatnich miesięcy. Młodziutka Norweżka urzekła słuchaczy już od pierwszych dźwięków, jakie mogliśmy od niej usłyszeć, a apetyt na więcej rósł w miarę tego, jak artystka prezentowała kolejne single. Nie ma się czemu dziwić. Na świecie – a z pewnością w Polsce – uwielbia się północne brzmienie i tę melancholijną atmosferę. Pokochaliśmy też zatem Aurorę i jej bajkowy świat.

Słuchając płyty, nie sposób bowiem nie przenieść się do zupełnie innego wymiaru. Z każdą kolejną nutą coraz bardziej pochłaniała mnie wykreowana przez Aurorę senna kraina. Wystarczyło, że zamknęłam oczy, a natychmiast znalazłam się w zupełnie innym świecie, który mógł stanowić scenerię „Opowieści z Narnii” lub innej baśni.

Jest coś w sposobie, w jaki brzmi Aurora, który przywodzi mi na myśl sielskie, ale i mroczne klimaty z płyt Florence Welch. Szczególnie w utworach pt. „Runaway” czy „Conqueror”. Z kolei „I Went Too Far” nasuwa mi skojarzenia z twórczością Ellie Goulding. Nie odbiera to oczywiście Norweżce oryginalności – stanowi raczej potwierdzenie muzycznej dojrzałości, pewnej świadomości, a także świetnej produkcji tego albumu.

Przy czym wokal Aurory jest tutaj najważniejszy. Można zatem pokusić się o stwierdzenie, że całość aranżacji została utrzymana w dość minimalistycznej formie. Podkłady, choć dynamiczne i wyraziste, są na tyle lekkie, by dać artystce przestrzeń do wyeksponowania wszystkich emocji, którymi chce podzielić się ze słuchaczami.

Słuchając „All My Demons Greeting Me as a Friend”, aż trudno uwierzyć, że Aurora wstydziła się zaprezentować swoją twórczość światu. W moim odczuciu jest to bowiem niezwykle szczery, dojrzały materiał, który – dodatkowo – wpada w ucho. Tym samym pokazuje, że melancholia nie musi być tylko smętna, ale może mieć też całkiem energiczny charakter. Dzięki temu zdecydowanie dłużej zagości na mojej playliście.

5/5

[MR/TDGM]

Debiutancki album Aurory ukaże się już niebawem [MUSIC]

Aurora „All My Demons Greeting Me as a Friend”

Debiutancki album Aurory, który będzie nosił tytuł „All My Demons Greeting Me as a Friend”, to jedna z najbardziej wyczekiwanych płyt tego roku. Krążek ukaże się już za dwa dni, a mianowicie 11 marca.

Młoda Norweżka bardzo szybko oczarowała słuchaczy swoim nastrojowym, elektronicznym popem. Kawałki takie jak „Running With the Wolves”, „Running” czy „Conqueror” zawładnęły sercami publiczności na całym świecie. I pomyśleć, że zanim mogliśmy je usłyszeć, Aurora potrzebowała pisać piosenki wyłącznie dla siebie. Na szczęście utwory trafiły do sieci, a my niebawem będziemy mogli usłyszeć ich znacznie więcej niż to, co do tej pory pojawiło się na YouTube’owym kanale artystki.

Debiutancki krążek Norweżki to bardzo osobista i intymna płyta zainspirowana twórczością Boba Dylana i Leonarda Cohena. Nie możemy się już doczekać momentu, w którym cały krążek trafi do naszego odtwarzacza.