„Bąbony”

Menippe – o muzyce i Mysłowicach [WYWIAD]

Menippe

Pisząc o Menippe, obok nazwy grupy można wyklikać na klawiaturze słowo „rap”, owszem. Lepiej jednak wystukać „eksperymentalny rap”. Samym „rapem” można bowiem chłopaków zwyczajnie nie docenić, zwłaszcza jeśli porównać ich twórczość do tego, co dzieje się aktualnie na polskiej rap scenie. Ich muzyka nie jest łatwa w odbiorze, sami to przyznają. Na szczęście nie wszyscy uznają za godne uwagi wyłącznie to, co liczy sobie na YouTube’ie dziesiątki czy setki tysięcy wyświetleń – na scenie jest również miejsce dla mniej nośnej komercyjnie, ale nadal świetnej muzyki. I głównie o niej przeczytacie w poniższym wywiadzie.

TDGM: Co Was urzekło w Menippe, że postanowiliście nazwać Wasz skład jej imieniem? Jej poświęcenie? To, że jej zwłoki zostały przemienione w kometę? Dlaczego właśnie Menippe?

Mah: Trafiłem na Menippe, kiedy z nudów czytałem sobie encyklopedię – miałem kiedyś taką zajawkę, za małolata. Słowo „menippe” samo w sobie ładnie wygląda. Do tego jeszcze znaczenie i historia, która odnosi się do imienia greckiej bogini. Owa bogini wraz ze swoją siostrą przebiły sobie krtań tkackim czółenkiem. Poświęciły w ten sposób siebie, aby uchronić swój lud od zarazy. Jest w tym pewien romantyzm. Poświęcenie dla wyższej sprawy – to jest jakiś rodzaj piękna. Na swój sposób potrafię odnieść to do tego, co robimy.

TDGM: To znaczy?

Mah: Jest bardzo dużo rzeczy i spraw, które poświęcamy dla muzyki. To jest cała masa różnych różności, które bardzo rzadko ktoś dostrzega. Jedną z najcenniejszych rzeczy, jaką zostaliśmy obdarowani, jest czas. My sporą część tego czasu poświęcamy muzyce, często kosztem swoich najbliższych. To jest właśnie poświęcenie, choć oczywiście wynika z naszego wyboru. Cała masa najróżniejszych niby drobnostek zbiera się ostatecznie w całkiem pokaźną całość. Nie chcę, żeby ktoś teraz sobie pomyślał, że jestem marudny i narzekam, bo tak nie jest. Robię to, co robię, bo bez tego nie umiem, a przy okazji wierzę w to, że do kogoś to trafia. To jest dla mnie pewna forma relacji, chęć nawiązania kontaktu.

TDGM: Jest coś konkretnego, co chcecie przekazać innym ludziom poprzez swoją twórczość, czy ta forma ekspresji ma służyć wyłącznie Wam?

Arbuziński: Nasza muzyka jest swego rodzaju autoterapią, ale służy i nam, i tym, do których trafia. Jest to też forma wyrażania siebie oraz archiwizowania pewnych emocji.

Mah: Ja tylko chciałbym dać ludziom trochę piękna i uśmiechu.

TDGM: Arbuz, muzyka czy słowa?

Na dzisiaj, na tę chwilę muzyka. Jutro może słowa. I tak na zmianę.  

TDGM: Mah, słowa czy muzyka? 

Słowa, bo nieustannie mnie fascynują.

TDGM: „Pangea” z 2006, „Kot w butach” z 2011, „NightWalk” z 2014, EP-ka „Novum” z 2016 i „Bąbony” oraz specjalna EP-ka „Odpal Projekt” z 2018 roku. To Wasza kompletna dyskografia?

Arbuziński: Po drodze były jeszcze mniejsze projekty, np. mój instrumentalny o nazwie Swarshala. Jeszcze wcześniej, w 2000 roku, KLS (Kilka Słów), które tworzyłem z bratem. Oprócz tego „ŻDJU” („Żyjesz dzisiaj, jutro umierasz”), krótka EP-eczeka z dosyć charakterystyczną jazdą. Najfajniejszym wydawał mi się być projekt o nazwie Tururap Akurat, który stworzyłem z Adamem – zrobiliśmy płytę w 7 dni, a słuchaliśmy jej cały rok na okrągło. Był też projekt J1eden – w tej muzyce było wszystko, co zrobiliśmy z Mahem, a że było totalnie abstrakcyjne, chcieliśmy to odseparować od Menippe.

Mah: Zanim skumałem się muzycznie z Arbuzem, nagrałem swoją pierwszą solową płytę. Chwilę po niej nagrałem drugą płytę, ze swoim kumplem ze szkoły. Potem robiłem rzeczy związane z tymi, które zostały wymienione wyżej przez Arbuza.


TDGM: Czy „Pangea” jest do namierzenia w sieci? Jest sens w przekopywaniu się przez internet w poszukiwaniu tego materiału? Czy ukryliście go przed światem?

Arbuziński: (śmiech) Jest ukryty. Mam go gdzieś na dysku na starym pececie. Jak dzisiaj tego słucham, to wiadomo – pewnych rzeczy lepiej nie wpuszczać do internetu. Chociaż na „Pangei” są dobre numery. Wtedy w tym była siła, bo na jednej płycie można było usłyszeć wszystkich, którzy wówczas tworzyli tę bandę. Każdy miał inny styl, każdy był autentyczny i wyrazisty.

TDGM: Przyznajecie, że Mysłowice mają wpływ na Was i na Waszą muzykę. Czy to miasto jest dla Was ważne?

Arbuziński: Mysłowice mają na mnie bardzo silny wpływ. Z jednej strony są piękne, stare. To miasto złotych strun i świetnych muzyków. Z drugiej jednak są okropnie zaniedbane, zgaszone, wymarłe, bez pomysłu na jutro. Jest w Mysłowicach coś specyficznego, czego nie ma nigdzie indziej. Jakiś smutek, jakaś psychodelia na ulicach. To miasto mogłoby być piękne. Ma piękną muzyczną historię, ludzi z zajawką, ale wydaje mi się, że Mysłowice umarły.

Mah: To miasto potrafi tak wymęczyć, że jedyne o czym marzysz, to żeby stąd uciec. Kiedy jednak się to już uda, zaczynasz tęsknić i marzyć o powrocie. Urodziłem się w Mysłowicach, tutaj był każdy mój pierwszy raz – tego nie da się z siebie wymazać.

TDGM: Czy jeśli Wasza muzyczna kariera rozwinęłaby się na tyle, że konieczna byłaby wyprowadzka do dużego miasta, byłaby to dla Was trudna zmiana?

Arbuziński: Przeprowadzka raczej nie wchodzi w grę – bardzo lubię swoje życie w tym miejscu. Poza tym, do większego miasta, np. do Warszawy, można śmignąć pociągiem, załatwić konieczne sprawy i wrócić.

Mah: Mógłbym zmienić lokalizację, oczywiście na taką, która niesie ze sobą jakąś perspektywę. Życie na walizkach nie jest mi straszne, do tego to zawsze jakaś przygoda. Na pewno bym jednak tęsknił.

TDGM: A Wy w ogóle chcielibyście zrobić karierę muzyczną?

Arbuziński: Wolałbym zachować swój rytm, ale też zdobyć fajnych odbiorców naszej muzyki, grać w fajnych miejscach, ładować się dobrą energią i ciągle robić utwory tak, żeby miały coś do przekazania, były ważnym zapisem. To może nie kariera, ale ścieżka, po której chciałbym chodzić. I po której idę.  

Mah: Kariera? Nieco dziwne słowo. Nazwałbym to raczej drogą, a na niej ciągle jesteśmy. Idziemy dalej, czas pokaże, gdzie zajdziemy.

TDGM: Czym jest dla Was muzyka i jej tworzenie?

Arbuziński: Zajmuję się robieniem muzyki od czasów przedszkola. Pierwszy kaseciak – zamykałem się w pokoju ze swoim setem. To były pierwsze próby – śpiewałem wszystko, co miałem w głowie, a skrecze robiłem na magnetofonie szpulowym. Potem były czasy podstawówki – dostałem pierwszy program do edycji dźwięku, nazywał się Sound Forge 4.0. Pierwsze pętle perkusyjne dostałem przypadkiem, na jakiejś płycie. Wtedy właściwie wszystko się zaczęło. Swój pierwszy jakiś tam album zrobiłem, mając 13-14 lat. Tworzenie muzyki to dla mnie totalna przyjemność. Nie ma niczego piękniejszego od zrobienia dobrego utworu i słuchania go później w kółko, cieszenia się tym, co się stworzyło.

Mah: Muzyka to twój przyjaciel, któremu możesz opowiedzieć wszystko, dosłownie wszystko. Biała kartka papieru to twoje miejsce, w którym możesz powiedzieć to, czego nie umiesz powiedzieć w inny sposób. Wyrzucasz coś z siebie, bo już za długo w tobie siedzi. Czasem musi posiedzieć dłużej, czasem moment, a czasem może i całe twoje życie, żeby w końcu się wydostać. Moment, w którym stajesz przed mikrofonem i słyszysz muzykę wraz z tym, co do niej mówisz, jest taki sam jak moment, w którym poznajesz cudowną dziewczynę, w której się zakochujesz – musisz ją poznać, a potem chcesz (z) nią żyć.

TDGM: Czy Męskie Granie Young 2019 postrzegacie jako szansę na rozgłos?

Arbuziński: Piękne jest to, jak ludzie dookoła – znajomi i mniej znajomi – zareagowali na informacje o tym konkursie. To, ilu ludzi zagłosowało i głosuje, jest bardzo mobilizujące. Z drugiej strony jest tak, że mamy świadomość tego, ile musimy włożyć pracy w to wszystko. Tworzymy muzykę, która nie jest łatwa w odbiorze, ona nie trafia do tłumów. Jesteśmy ambitni i żaden szit u nas nie przechodzi. Stale pracujemy nad stylem i jego perfekcją.

Mah: Na pewno jest to kolejne doświadczenie, kolejny krok. Zobaczymy, co ze sobą przyniesie. To bardzo miłe, że w ogóle znaleźliśmy się w tym konkursie.

TDGM: W jednym z wywiadów powiedzieliście, że ewentualny występ na OFF Festivalu jest Waszym małym marzeniem. A jakie jest Wasze największe marzenie związane z muzyką?

Arbuziński: Chciałbym kiedyś się obudzić i wiedzieć, że nasza muzyka trafia do dużej ilości dobrych ludzi. Chciałbym grać w pięknych, ciekawych miejscach, między artystami, których  muzyki sam z chęcią bym posłuchał.

Mah: Chciałbym dożyć chwili, kiedy będę miał, powiedzmy, 50 lat na karku i dalej będę robił to, co kocham.

TDGM: W tym samym wywiadzie wspomnieliście o koncertach w areszcie śledczym. Jeden już zagraliście, w Mysłowicach. W wywiadzie użyliście jednak liczby mnogiej, zatem przed Wami kolejne, tak? Również w Mysłowicach?

Arbuziński: Zagraliśmy w areszcie śledczym w Mysłowicach. Przed nami jeszcze koncert w więzieniu w Katowicach.

TDGM: Jak doszło do tego przedsięwzięcia? Jaki jest zamysł tej inicjatywy?

Arbuziński: Naszym pierwotnym pomysłem było granie w różnych placówkach. W międzyczasie, zupełnie przez przypadek, odezwała się do mnie osoba, która jest odpowiedzialna za takie przedsięwzięcia w mysłowickim więzieniu, no i poszło.

TDGM: Jak wrażenia po pierwszym koncercie w tak nietypowych okolicznościach?

Arbuziński: Czułem totalną pokorę. Czułem inne niż zwykle znaczenie słów Maha, słyszałem inny charakter swojej muzyki – to wszystko rezonuje tam inaczej. Możliwość grania w tak trudnych miejscach otwiera świadomość, dzięki temu możemy patrzeć na naszą twórczość wielowymiarowo.

Mah: To było emocjonalnie bardzo intensywne przeżycie. Wchodząc tam, nie miałem pojęcia, jak to wszystko zostanie odebrane. Bo niby jesteś przyzwyczajony do tego, że ludzie na ciebie patrzą i ciebie słuchają, ale tam odczuwa się to znacznie silniej. W pewien sposób człowiek odkrywa siebie na nowo.

[Katarzyna Janik/TDGM]

Reklamy

Menippe „Bąbony” [unboxing]

Menippe „Bąbony”

Zastanawiacie się czasem, zanim kupicie jakąś płytę, jak została wydana? Czy umieszczono ją w jewel case’ie, czy w digipacku? Czy we wkładce są teksty piosenek, czy zdjęcia artysty, a może i to, i to?

My zastanawiamy się nad tym niemalże za każdym razem przed zakupem, zwłaszcza gdy do sklepów trafiają różne wersje jakiegoś albumu, np. krążki w dobrze znanej opcji „zagraniczna płyta – polska cena”.

Uwielbiamy kompakty (winyle zresztą też), chętnie je kupujemy i zawsze z uwagą analizujemy ich wydanie. Dlatego też postanowiliśmy pokazać Wam niektóre z nich, więc co jakiś czas publikować będziemy unboxingi wybranych albumów. Być może niektórym z Was ułatwią one podjęcie decyzji w kwestii kupna jakiegoś krążka.

Zobaczcie zatem, jak wydana została płyta Menippe pt. „Bąbony”: