Ben Howard

MaJLo „Over the Woods” [RECENZJA]

MaJLo „Over the Woods”
Sounddict / 24.03.2017

Przychodzą takie momenty, kiedy człowiek jest na tyle zmęczony rzeczywistością, że najchętniej by zniknął, rzucił wszystko i zaszył się w totalnej głuszy. Z dala od zgiełku, stresu, presji. Tylko po to, by wsłuchać się w siebie, odpocząć, oczyścić umysł i poczuć inne emocje. Sama czasem chciałabym uciec w góry lub do lasu, gdzie jedynym, co będę słyszeć, to szum drzew, śpiew ptaków, po prostu odgłosy natury. Kiedy jednak warunki na to nie pozwalają, z pomocą przychodzi muzyka. Tak, są takie płyty, które swoim brzmieniem przenoszą nas właśnie tam, gdzie chcemy. Mnie do – osadzonych w marzeniach oczywiście – lasu i w góry przeniosła płyta MaJLo pt. „Over the Woods”.

Krążek zabrałam ze sobą w podróż pociągiem i już po pierwszych dźwiękach wiedziałam, że to album drogi. Co fajne, słuchając go, wcale nie musisz patrzeć za okno przemierzającego trasę środka transportu. Równie dobrze możesz siedzieć w swoim pokoju, zamknąć oczy, wcisnąć „play” i sekundę później znaleźć się w zupełnie innym miejscu.

Taką otoczkę i nastrój budują przede wszystkim melodie, które opierają się głównie na delikatnych szarpnięciach w struny gitary akustycznej i dźwiękach fortepianu. Całość doznań wzmacniają natomiast uderzenia w perkusję, brzmienie basu czy elementy elektroniczne, między którymi łagodnie faluje wokal Macieja Milewskiego. Przyjemnymi dodatkami są odgłosy szumiącej wody (we wstępie do „Lullaby”), dźwięk uderzających o siebie pałeczek (w utworze pt. „Another Day”) czy fragmenty przemowy (w „Still Alive”). Wszystko to, wplecione w główną melodię, fajnie wwierca się w świadomość, ciesząc przy tym, iż zostało wyłapane.

Co urzeka najbardziej – płyta jest bardzo spójna, równa. MaJLo utrzymuje podobną energię, nawet jeśli tempo kompozycji momentami się zwiększa, jednocześnie jednak nie sposób poczuć, że słucha się wciąż tego samego. Kolejne utwory mają swoje „smaczki”, wszystko jest idealnie wyważone. Dlatego też trudno jest wybrać z tracklisty jeden, ten ulubiony kawałek.

Słuchając „Over the Woods”, łatwo o odniesienia do takich artystów jak Fismoll, Ásgeir czy Ben Howard. Z tego typu porównaniami MaJLo raczej się nie minie, ale ostatecznie stawia to jego twórczość w dobrym świetle. Trzeba być bowiem obdarzonym ogromną wrażliwością, żeby tworzyć muzykę tak piękną i tak bardzo angażującą emocje słuchacza.

[Magda Rogóż / TDGM]

Ben Howard „Wildest Moments” (Jessie Ware cover) (live) [MUSIC]

Ben Howard

Ben Howard

Zwykle bardzo przywiązujemy się do wykonań utworów, które robią na nas wrażenie, przyprawiają o szybsze bicie serca i ciarki na całym ciele. Trudno wówczas uwierzyć, że ktoś może zrobić to lepiej. Albo inaczej, ale powodując podobne stany. Tymczasem mnie coraz częściej zdarza się trafiać właśnie na takie „coverowe” perełki.

Do swojej listy dodałam właśnie „Wildest Moments” Jessie Ware w wykonaniu Bena Howarda. Ten kawałek w oryginale jest sztosem samym w sobie, jednym z moich muzycznych wehikułów czasu, który niesie ze sobą ogromny pokład emocjonalny i sentymentalny. Nie wspominając o samym geniuszu tego utworu. Z całym uwielbieniem dla Bena, dość sceptycznie podeszłam więc do przesłuchania jego wersji. Niepotrzebnie.

Brytyjczyk stworzył bowiem z „Wildest Moments” zupełnie nową kompozycję, nadając jej charakterystyczny dla jego brzmienia klimat. Mam wrażenie, że w jego interpretacji kawałek stał się jeszcze bardziej nostalgiczny i dramatyczny. Wręcz przeszywa bólem i rozdziera serce. Myślę, że śmiało można mu też przypisać bardziej bluesowy wydźwięk. Z pewnością jest to kolejny dobry przykład na ogromny talent Bena Howarda.

[MR/TDGM]

Ben Howard „I Forget Where We Were” [unboxing]

Ben Howard "I Forget Where We Were"

Ben Howard „I Forget Where We Were”

Zastanawiacie się czasem, zanim kupicie jakąś płytę, jak została wydana? Czy umieszczono ją w jewel case’ie, czy w digipacku? Czy we wkładce są teksty piosenek, czy zdjęcia artysty, a może i to, i to?

My zastanawiamy się nad tym niemalże za każdym razem przed zakupem, zwłaszcza gdy do sklepów trafiają różne wersje jakiegoś albumu, np. krążki w dobrze znanej opcji „zagraniczne płyty – polska cena”.

Uwielbiamy kompakty (winyle zresztą też), chętnie je kupujemy i zawsze z uwagą analizujemy ich wydanie. Dlatego też postanowiliśmy pokazać Wam niektóre z nich, więc co jakiś czas publikować będziemy unboxingi wybranych albumów. Być może niektórym z Was ułatwią one podjęcie decyzji w kwestii kupna jakiegoś krążka.

Zobaczcie zatem, jak wygląda płyta Bena Howarda pt. „I Forget Where We Were”: