interview

Menippe – o muzyce i Mysłowicach [WYWIAD]

Menippe

Pisząc o Menippe, obok nazwy grupy można wyklikać na klawiaturze słowo „rap”, owszem. Lepiej jednak wystukać „eksperymentalny rap”. Samym „rapem” można bowiem chłopaków zwyczajnie nie docenić, zwłaszcza jeśli porównać ich twórczość do tego, co dzieje się aktualnie na polskiej rap scenie. Ich muzyka nie jest łatwa w odbiorze, sami to przyznają. Na szczęście nie wszyscy uznają za godne uwagi wyłącznie to, co liczy sobie na YouTube’ie dziesiątki czy setki tysięcy wyświetleń – na scenie jest również miejsce dla mniej nośnej komercyjnie, ale nadal świetnej muzyki. I głównie o niej przeczytacie w poniższym wywiadzie.

TDGM: Co Was urzekło w Menippe, że postanowiliście nazwać Wasz skład jej imieniem? Jej poświęcenie? To, że jej zwłoki zostały przemienione w kometę? Dlaczego właśnie Menippe?

Mah: Trafiłem na Menippe, kiedy z nudów czytałem sobie encyklopedię – miałem kiedyś taką zajawkę, za małolata. Słowo „menippe” samo w sobie ładnie wygląda. Do tego jeszcze znaczenie i historia, która odnosi się do imienia greckiej bogini. Owa bogini wraz ze swoją siostrą przebiły sobie krtań tkackim czółenkiem. Poświęciły w ten sposób siebie, aby uchronić swój lud od zarazy. Jest w tym pewien romantyzm. Poświęcenie dla wyższej sprawy – to jest jakiś rodzaj piękna. Na swój sposób potrafię odnieść to do tego, co robimy.

TDGM: To znaczy?

Mah: Jest bardzo dużo rzeczy i spraw, które poświęcamy dla muzyki. To jest cała masa różnych różności, które bardzo rzadko ktoś dostrzega. Jedną z najcenniejszych rzeczy, jaką zostaliśmy obdarowani, jest czas. My sporą część tego czasu poświęcamy muzyce, często kosztem swoich najbliższych. To jest właśnie poświęcenie, choć oczywiście wynika z naszego wyboru. Cała masa najróżniejszych niby drobnostek zbiera się ostatecznie w całkiem pokaźną całość. Nie chcę, żeby ktoś teraz sobie pomyślał, że jestem marudny i narzekam, bo tak nie jest. Robię to, co robię, bo bez tego nie umiem, a przy okazji wierzę w to, że do kogoś to trafia. To jest dla mnie pewna forma relacji, chęć nawiązania kontaktu.

TDGM: Jest coś konkretnego, co chcecie przekazać innym ludziom poprzez swoją twórczość, czy ta forma ekspresji ma służyć wyłącznie Wam?

Arbuziński: Nasza muzyka jest swego rodzaju autoterapią, ale służy i nam, i tym, do których trafia. Jest to też forma wyrażania siebie oraz archiwizowania pewnych emocji.

Mah: Ja tylko chciałbym dać ludziom trochę piękna i uśmiechu.

TDGM: Arbuz, muzyka czy słowa?

Na dzisiaj, na tę chwilę muzyka. Jutro może słowa. I tak na zmianę.  

TDGM: Mah, słowa czy muzyka? 

Słowa, bo nieustannie mnie fascynują.

TDGM: „Pangea” z 2006, „Kot w butach” z 2011, „NightWalk” z 2014, EP-ka „Novum” z 2016 i „Bąbony” oraz specjalna EP-ka „Odpal Projekt” z 2018 roku. To Wasza kompletna dyskografia?

Arbuziński: Po drodze były jeszcze mniejsze projekty, np. mój instrumentalny o nazwie Swarshala. Jeszcze wcześniej, w 2000 roku, KLS (Kilka Słów), które tworzyłem z bratem. Oprócz tego „ŻDJU” („Żyjesz dzisiaj, jutro umierasz”), krótka EP-eczeka z dosyć charakterystyczną jazdą. Najfajniejszym wydawał mi się być projekt o nazwie Tururap Akurat, który stworzyłem z Adamem – zrobiliśmy płytę w 7 dni, a słuchaliśmy jej cały rok na okrągło. Był też projekt J1eden – w tej muzyce było wszystko, co zrobiliśmy z Mahem, a że było totalnie abstrakcyjne, chcieliśmy to odseparować od Menippe.

Mah: Zanim skumałem się muzycznie z Arbuzem, nagrałem swoją pierwszą solową płytę. Chwilę po niej nagrałem drugą płytę, ze swoim kumplem ze szkoły. Potem robiłem rzeczy związane z tymi, które zostały wymienione wyżej przez Arbuza.


TDGM: Czy „Pangea” jest do namierzenia w sieci? Jest sens w przekopywaniu się przez internet w poszukiwaniu tego materiału? Czy ukryliście go przed światem?

Arbuziński: (śmiech) Jest ukryty. Mam go gdzieś na dysku na starym pececie. Jak dzisiaj tego słucham, to wiadomo – pewnych rzeczy lepiej nie wpuszczać do internetu. Chociaż na „Pangei” są dobre numery. Wtedy w tym była siła, bo na jednej płycie można było usłyszeć wszystkich, którzy wówczas tworzyli tę bandę. Każdy miał inny styl, każdy był autentyczny i wyrazisty.

TDGM: Przyznajecie, że Mysłowice mają wpływ na Was i na Waszą muzykę. Czy to miasto jest dla Was ważne?

Arbuziński: Mysłowice mają na mnie bardzo silny wpływ. Z jednej strony są piękne, stare. To miasto złotych strun i świetnych muzyków. Z drugiej jednak są okropnie zaniedbane, zgaszone, wymarłe, bez pomysłu na jutro. Jest w Mysłowicach coś specyficznego, czego nie ma nigdzie indziej. Jakiś smutek, jakaś psychodelia na ulicach. To miasto mogłoby być piękne. Ma piękną muzyczną historię, ludzi z zajawką, ale wydaje mi się, że Mysłowice umarły.

Mah: To miasto potrafi tak wymęczyć, że jedyne o czym marzysz, to żeby stąd uciec. Kiedy jednak się to już uda, zaczynasz tęsknić i marzyć o powrocie. Urodziłem się w Mysłowicach, tutaj był każdy mój pierwszy raz – tego nie da się z siebie wymazać.

TDGM: Czy jeśli Wasza muzyczna kariera rozwinęłaby się na tyle, że konieczna byłaby wyprowadzka do dużego miasta, byłaby to dla Was trudna zmiana?

Arbuziński: Przeprowadzka raczej nie wchodzi w grę – bardzo lubię swoje życie w tym miejscu. Poza tym, do większego miasta, np. do Warszawy, można śmignąć pociągiem, załatwić konieczne sprawy i wrócić.

Mah: Mógłbym zmienić lokalizację, oczywiście na taką, która niesie ze sobą jakąś perspektywę. Życie na walizkach nie jest mi straszne, do tego to zawsze jakaś przygoda. Na pewno bym jednak tęsknił.

TDGM: A Wy w ogóle chcielibyście zrobić karierę muzyczną?

Arbuziński: Wolałbym zachować swój rytm, ale też zdobyć fajnych odbiorców naszej muzyki, grać w fajnych miejscach, ładować się dobrą energią i ciągle robić utwory tak, żeby miały coś do przekazania, były ważnym zapisem. To może nie kariera, ale ścieżka, po której chciałbym chodzić. I po której idę.  

Mah: Kariera? Nieco dziwne słowo. Nazwałbym to raczej drogą, a na niej ciągle jesteśmy. Idziemy dalej, czas pokaże, gdzie zajdziemy.

TDGM: Czym jest dla Was muzyka i jej tworzenie?

Arbuziński: Zajmuję się robieniem muzyki od czasów przedszkola. Pierwszy kaseciak – zamykałem się w pokoju ze swoim setem. To były pierwsze próby – śpiewałem wszystko, co miałem w głowie, a skrecze robiłem na magnetofonie szpulowym. Potem były czasy podstawówki – dostałem pierwszy program do edycji dźwięku, nazywał się Sound Forge 4.0. Pierwsze pętle perkusyjne dostałem przypadkiem, na jakiejś płycie. Wtedy właściwie wszystko się zaczęło. Swój pierwszy jakiś tam album zrobiłem, mając 13-14 lat. Tworzenie muzyki to dla mnie totalna przyjemność. Nie ma niczego piękniejszego od zrobienia dobrego utworu i słuchania go później w kółko, cieszenia się tym, co się stworzyło.

Mah: Muzyka to twój przyjaciel, któremu możesz opowiedzieć wszystko, dosłownie wszystko. Biała kartka papieru to twoje miejsce, w którym możesz powiedzieć to, czego nie umiesz powiedzieć w inny sposób. Wyrzucasz coś z siebie, bo już za długo w tobie siedzi. Czasem musi posiedzieć dłużej, czasem moment, a czasem może i całe twoje życie, żeby w końcu się wydostać. Moment, w którym stajesz przed mikrofonem i słyszysz muzykę wraz z tym, co do niej mówisz, jest taki sam jak moment, w którym poznajesz cudowną dziewczynę, w której się zakochujesz – musisz ją poznać, a potem chcesz (z) nią żyć.

TDGM: Czy Męskie Granie Young 2019 postrzegacie jako szansę na rozgłos?

Arbuziński: Piękne jest to, jak ludzie dookoła – znajomi i mniej znajomi – zareagowali na informacje o tym konkursie. To, ilu ludzi zagłosowało i głosuje, jest bardzo mobilizujące. Z drugiej strony jest tak, że mamy świadomość tego, ile musimy włożyć pracy w to wszystko. Tworzymy muzykę, która nie jest łatwa w odbiorze, ona nie trafia do tłumów. Jesteśmy ambitni i żaden szit u nas nie przechodzi. Stale pracujemy nad stylem i jego perfekcją.

Mah: Na pewno jest to kolejne doświadczenie, kolejny krok. Zobaczymy, co ze sobą przyniesie. To bardzo miłe, że w ogóle znaleźliśmy się w tym konkursie.

TDGM: W jednym z wywiadów powiedzieliście, że ewentualny występ na OFF Festivalu jest Waszym małym marzeniem. A jakie jest Wasze największe marzenie związane z muzyką?

Arbuziński: Chciałbym kiedyś się obudzić i wiedzieć, że nasza muzyka trafia do dużej ilości dobrych ludzi. Chciałbym grać w pięknych, ciekawych miejscach, między artystami, których  muzyki sam z chęcią bym posłuchał.

Mah: Chciałbym dożyć chwili, kiedy będę miał, powiedzmy, 50 lat na karku i dalej będę robił to, co kocham.

TDGM: W tym samym wywiadzie wspomnieliście o koncertach w areszcie śledczym. Jeden już zagraliście, w Mysłowicach. W wywiadzie użyliście jednak liczby mnogiej, zatem przed Wami kolejne, tak? Również w Mysłowicach?

Arbuziński: Zagraliśmy w areszcie śledczym w Mysłowicach. Przed nami jeszcze koncert w więzieniu w Katowicach.

TDGM: Jak doszło do tego przedsięwzięcia? Jaki jest zamysł tej inicjatywy?

Arbuziński: Naszym pierwotnym pomysłem było granie w różnych placówkach. W międzyczasie, zupełnie przez przypadek, odezwała się do mnie osoba, która jest odpowiedzialna za takie przedsięwzięcia w mysłowickim więzieniu, no i poszło.

TDGM: Jak wrażenia po pierwszym koncercie w tak nietypowych okolicznościach?

Arbuziński: Czułem totalną pokorę. Czułem inne niż zwykle znaczenie słów Maha, słyszałem inny charakter swojej muzyki – to wszystko rezonuje tam inaczej. Możliwość grania w tak trudnych miejscach otwiera świadomość, dzięki temu możemy patrzeć na naszą twórczość wielowymiarowo.

Mah: To było emocjonalnie bardzo intensywne przeżycie. Wchodząc tam, nie miałem pojęcia, jak to wszystko zostanie odebrane. Bo niby jesteś przyzwyczajony do tego, że ludzie na ciebie patrzą i ciebie słuchają, ale tam odczuwa się to znacznie silniej. W pewien sposób człowiek odkrywa siebie na nowo.

[Katarzyna Janik/TDGM]

Reklamy

LP – o „Heart to Mouth”, pisaniu piosenek i byciu wzorem do naśladowania [WYWIAD]

LP

Wywiad z LP to jeden z tych, które widnieją na naszej bucket list. Czekałyśmy na taką możliwość prawie dwa lata, jednak do tej pory zawsze pojawiało się coś, co krzyżowało nasze plany. Z artystką udało nam się w końcu spotkać podczas jej ostatniej wizyty w Polsce – z okazji promocji najnowszej płyty, pt. „Heart to Mouth”, która ukaże się 7 grudnia. I to właśnie nowy krążek LP był głównym tematem naszej rozmowy.

[Magda Rogóż/Katarzyna Janik/TDGM]

Heidrik – about being an artist and his newest record [INTERVIEW]

Heidrik

There are many forms of self-expression. And there are many artists for whom one form is just not enough. Heidrik, a very talented artist from Faroe Islands is one of them. He’s already known as a painter, director and a musician. Quite recently he has signed a contract with Polish label – Fonobo Records, which will release his newest album „Funeral” in October this year. Heidrik intrigued us with his sensitivity, consequence and… playing ukulele. I couldn’t resist asking him couple of questions about his work.

TDGM: You’re a very talented person. People are thrilled by your works – as a painter, director and a musician. Is doing so many things at once related to some kind of life hunger? Like you’d love to do and try as much as possible in your life? Or maybe you’re simply a workaholic?

Heidrik: Well it’s just a form of expression for me. If I don’t express myself I feel very repressed and I get depressed. So I need to get everything out to feel free. There is so much stuff going on in my head that if I didn’t do it, I would explode.

TDGM: Everyone has a day when everything goes wrong or gets unproductive or uncreative. How do you manage with such days?

Heidrik: I feel bad if I haven’t done something whole day. Feel I wasted a whole day away. But that’s when I do absolutely nothing. I consider having a good time being productive too – it’s good for the soul.

TDGM: Being an artist is not easy. It’s a very tough business. Are there any moments that you wish to throw everything away and start with completely different carrer?

Heidrik: Yes, it’s really hard to pay your bills, because there is never enough money. I thought about getting a 9-5 job but I think I would just die. I need to work with my stuff all the time – as I said I get depressed and feel horrible if I don’t get to work with art. It keeps me sane. I just hope one day it pays off.

TDGM: What had the biggest impact on you as an artist, then? What made you take this path in your life?

Heidrik: There never was a moment when I woke up and said „I want to be an artist”. I always knew I was going to be an artist – even before I could pronounce the word „artist” properly. I was sort of born that way. It’s such a natural thing for me. Like eating, sleeping – necessary things we do to be alive. That’s how it is for me too.

TDGM: I’ve read somewhere that Ralph Kaminski presented your material to his manager and Fonobo Records. How did you meet?

Heidrik: We meet through an old friend of mine. We became good friends right away and I sent him my record and he loved it.

TDGM: Do you plan to do something together?

Heidrik: I helped him out with his next music video which we shot in April. I think it’s going to be really beautiful. He’s a very talented guy!

TDGM: What are your expectations of working with Polish record label?

Heidrik: Well, the best of course! I just hope we can get the music out to every corner of Poland and have a lot of gigs, and become rich, and famous, and buy myself a private jet plane, and a yacht, and a villa, and… joke! I just want to write and perform.

TDGM: The title „Funeral” doesn’t sound very optimistic. Why have you decided to name the record this way?

Heidrik: I was thinking about calling the album „Closure” but I didn’t think it was respectable enough. I said goodbye to a lot of things in my life on this album to be able to have more room for good things. It’s an album about letting go. Letting go of things that don’t do you good and letting go of insecurities – so you can move on with your life. About my past – and I wanted to say goodbye in the most respectable and beautiful way. And I find funerals very beautiful. A beautiful way to get closure.

TDGM: I’ve been listening to the „Funeral” lately. The melodies are quite simple, bit severe which makes
the lyrics more naked. You can’t hide behind the melody. Was it intentional?

Heidrik: Well in my past I have worked a lot with big productions with endless tracks and a whole bunch of electronic stuff. But more and more I learned to write songs I found out that better you get at writing a song (which is the core – or skeleton of a song) less production is needed. I just went back to basic and just saw the beauty in simplicity. And as you say – then the words become a big part of the music as well which was important for this album. I think lyrics are very important. If we say that the melody is the physical appearance of someone and the lyrics are the personality. Then a pretty person is not very interesting to talk to if the personality is not so exciting.

[Magda Rogóż/TDGM]

Sara Hartman – about her music life in Berlin [INTERVIEW]

Sara Hartman

Sara Hartman

Following your dreams requires a very big courage and determination. It’s even harder when you need to leave all your life behind. Sara Hartman – American artist knows what it’s like. She took her chance and decided to move to Berlin where she’s making her music dreams come true. She creates and records her music. This is what she told us about during our phone call. Read the interview below to learn more.

TDGM: I can’t not start with this subject. You’re American and you moved to Berlin. Most of the time we hear about artists moving to the USA – New York and Los Angeles. You did the opposite.

Sara Hartman: I’m not gonna say that’s always kind of way me doing things, but for me it was just an opportunity. I was playing in a restaurant in Sag Harbor one night and I happened to play in front of the right person who introduced me to Toby Kuhn, who just happened to be based in Berlin. And I fell in love with the city and also musically with Toby. I think it really wasn’t even a choice for me. It was kind of the next chapter of life creativity. I’m very happy that I did it. I didn’t even think it was kind of the opposite of what a lot of people do. Whatever gets you to the finnish line there’s no reason to think about it.

TDGM: Was the opportunity to record with Toby the only reason why you decided to come to Europe?

Sara Hartman: To be honest, there was nothing for me at home. I mean, it was comfortable but I felt like there must be something more up there. And I think Toby allowed me to start a life on my own in Berlin. And to follow my dreams, to be honest. I don’t want to be get cheesy on it but I’ve always wanted to play music and I can play music in Berlin. And it’s a very inspiring city. I really love it. It’s becoming a second home. It’s becoming home which is really, really beautiful. And there’s a lot of stuff going on!

TDGM: Yes, Berlin is a very good place for artists.

Sara Hartman: And it’s got some legacy, you know. Many artists were there. And it’s a place that harbors creativity and that’s what I want to be surounded by right now.

TDGM: Has living in Berlin and creating there taught you something new when it comes to the music and the process of creation?

Sara Hartman: Absolutely! At home it was beautiful and I loved it. My family was there and I love them, and I miss them but Berlin is so exciting. And for me personally, I learned probably too much (haha!) about myself and maybe about life and I think I would never have learned such things or even been able to begin a lot of those thoughts if I haven’t moved to Berlin. I think I was able to put it right back into the music which is quite incredible. The songs became a diary in a way. It’s how I like to put it. Cause when I felt really sad I would put it into a song. When I missed my sister I would put it into a song. When I felt so overwhelming great cause someone liked the song that I wrote I would put that into a music. Now, looking back, it’s actually incredible. I’m really proud of myself but I think it’s just a beginning.

TDGM: You should be proud of yourself. You decided to leave everything to follow your dreams. I wouldn’t believe if you said that it was an easy decission to make.

Sara Hartman: I don’t think I really realized what I was doing until I was right in the middle of it. But I think it paid off. Seeing how people respond to what I’ve done is really rewarding and deeply fulfilling.

TDGM: Having this perspective of the time you’ve spent in Berlin so far, does recording your songs is mostly releated to your experience from moving from USA to Europe?

Sara Hartman: Yes, and all of the expected things that come from that and all of the unexpected things. It’s just whole contradiction. Like I’ve never felt so lonely but I’ve never felt so connected to something. I’ve never felt like I’m fighting for something. It’s everything. And it makes you feel alive, I guess. But this is what emotions are. This is what the record („Satellite” EP) is about for me. It was written from very away so there are different images so people hopefully don’t get bored with my music. It’s like being young and living the nest. Going to college for example. It’s discovering yourself. It was a lot o things. But yeah, it was about the move and the things I’ve learnt.

TDGM: This way, with your songs you let your audience to come very close to you. You let them into your world.

Sara Hartman: Yes, I’ve put everything into them. They’re very close to my heart so they’re very personal. But sometimes getting so personal isn’t that bad. It’s about my experience but I can see it as a basic, primal human emotions as well. And people are responding like I’m not alone which is great.



TDGM: And people can find some values and emotions in the songs for them. Your songs become very universal in a way.

Sara Hartman: Yes, and that’s all that I hope for these songs. It’s the exact thing. It’s for people to interpret and to kind of fit it into their own lifes. Help them with their experiences. That is the ultimate goal.

TDGM: And what is it like to work with Toby?

Sara Hartman: His production world is so fascinating. It’s what I would like to do lyrically I suppose. It’s so very organic like rock but doing kind of modern electronic things. I’m very inspired by him.

TDGM: And You can play a lot of instruments. Does it mean that you are kind of self-sufficient? Are you gonna record everything on your own?

Sara Hartman: Yeah, maybe. But you know, I think people have different voices on their instruments and I’m very happy to have my live drummer – Sebastian. He’s on my record as well. I love the way he plays. But yeah, it technically may be, maybe I’ll do it one day but I love to collaborate. I love to listen to creative people and know what they’re thinking and make something new.

TDGM: So who would you like to collaborate with, then?

Sara Hartman: I would die if I was even near Patti Smith, I think. She’s a legend, you know. Lately, I’ve been listening a lot to Jack Garret. I think he’s really cool and I think he’s doing lots of interesting stuff. I would really love to make something with him. But Patti would be my real dream.

TDGM: Is there anything you consider as a breakthrough in your career?

Sara Hartman: 
I don’t know. For me it’s not really about that. It’s about sharing what I felt. That’s what keep me going. Playing an opening for Ellie Goulding was an absolute ridiculous dream but for me it was about sharing the stuff that I made and having people feel it with me. If I can do that maybe all over the world that would make me break.

TDGM: How do you find yourself in a place where you are now? You were playing before Ellie Goulding on her tour, earlier before MS MR. People could see you in Poznań at Spring Break Festival. Sounds like a dream came true.

Sara Hartman: Honsetly, I think it is. I’m attempting not to think to much and enjoy this amazing thing I’m able to go through in my life. I’m just glad music is taking me to those places. It’s living a dream.

[Magda Rogóż/TDGM]

John Grant – about collaboration with other artists [INTERVIEW]

John Grant

John Grant

John Grant seems to be a very interesting and life experienced man. Having such impressions revealed just by reading the articles and interviews in the internet, we even more regret we couldn’t talk to him in person. Our questions were sent to John by e-mail and you’ll find the answers below.

TDGM: You have worked with many musicians. I am wondering if you’d consider yourself a fulfilled artist or is this fulfillment still ahead?

John Grant: No, I think fulfillment is still ahead for me or perhaps never. But if I had to quit tomorrow or couldn’t do this anymore, I would be very grateful and happy with what I’ve achieved so far.

TDGM: Speaking of other artists – who would you like to perform or record a song with?

John Grant: Susanne Sundfør is someone I’d really like to sing with. And Neko Case for sure.

TDGM: What is your favorite part in making music?

John Grant: I enjoy the mixing process when you get to put on all the bells and whistles, the decorating part, so to speak. But I really enjoy writing lyrics as well.

TDGM: Are you able to point out the most exciting moment in your career?

John Grant: There have been several. Meeting Yello a few nights ago was a life highlight for me. Singing with Sinead O’Connor and Alison Goldfrapp also amazing. Getting to know Chris Carter and Cosey Fanni Tutti has also been an incredible experience.

TDGM: You are the experienced musician but most of all very experienced man. You went through a lot, you fought different problems and you have survived. Where do you find your strenght?

John Grant: I have amazing people around me who have helped me pull through the difficult times. It’s all about reaching out for help and not hiding.

TDGM: Has music helped you get through tough times? Was it any kind of motivation or escape?

John Grant: Definitely!!! I would say it has always been motivational for me as well as an escape.

TDGM: What are you aiming for in your life at the moment?

John Grant: Not really sure. Just want to continue to grow as an artist and continue to nurture my relationship with my partner and my friends and family. I also want to continue improving my skills in the various languages I speak.

TDGM: You performed in Poland at OFF Festival in 2013. I’m not gonna ask if you remember this concert, if you liked it etc. I’m more interested in the fact if Polish audience got your attention somehow? I’m asking about it because foreign artists very often talk about Polish audience and consider it as a great one which in most cases makes me smile. I think they say it in every single country they play.

John Grant: I suppose what I have noticed is that the Polish audience seems open to me and that’s all I need to want to come back. Plus, it’s a beautiful country with very interesting history to say the least. I quite like the language as well. Although I’m not sure I’ll tackle it anytime soon. I have enough problems with Icelandic at the moment.

[Magda Rogóż/Katarzyna Janik/TDGM]