Katarzyna Nosowska

Nosowska „Basta” [unboxing] – powered by MOICO

Nosowska „Basta”

Zastanawiacie się czasem, zanim kupicie jakąś płytę, jak została wydana? Czy umieszczono ją w jewel case’ie, czy w digipacku? Czy we wkładce są teksty piosenek, czy zdjęcia artysty, a może i to, i to?

My zastanawiamy się nad tym niemalże za każdym razem przed zakupem, zwłaszcza gdy do sklepów trafiają różne wersje jakiegoś albumu, np. krążki w dobrze znanej opcji „zagraniczna płyta – polska cena”.

Uwielbiamy kompakty (winyle zresztą też), chętnie je kupujemy i zawsze z uwagą analizujemy ich wydanie. Dlatego też postanowiliśmy pokazać Wam niektóre z nich, więc co jakiś czas publikować będziemy unboxingi wybranych albumów. Być może niektórym z Was ułatwią one podjęcie decyzji w kwestii kupna jakiegoś krążka.

Zobaczcie zatem, jak wydana została płyta Nosowskiej pt. „Basta”:


__________________________________________________

Wejdź do świata MOICO i dołącz do alternatywy!

MOICO to najnowocześniejszy dostawca mediów domowych na terenie Wrocławia i Oławy. Brak umowy terminowej, symetryczne łącze internetowe, interaktywna telewizja i stałe wsparcie techniczne.

Ofertę MOICO znajdziesz tutaj: https://www.moico.pl/oferta.html

FB: https://www.facebook.com/EnjoyMoico
IG: https://www.instagram.com/moico_enjoylife

Reklamy

Hey Unplugged we Wrocławiu [RELACJA]

Katarzyna Nosowska / Hey Unplugged / Wrocław 2014 fot. KJ/TDGM

Katarzyna Nosowska / Hey Unplugged / Wrocław 2014
fot. KJ/TDGM

Kiedy pięć lat temu zespół Hey wyruszył w trasę z serią koncertów Unplugged, na tych spotkaniach z fanami gromadziły się tłumy. Tym bardziej ucieszył fakt, że po kilku latach grupa zdecydowała się na powtórzenie tego przedsięwzięcia i postanowiła zagrać osiem akustycznych występów.

Trasę zainaugurował koncert we wrocławskiej Hali Stulecia. Choć nie został wyprzedany (co zdarzyło się w innych miastach), zgromadził pokaźną liczbę zainteresowanych. Samo wydarzenie natomiast okazało się być wyjątkowym nie tylko dla samej publiczności, która mogła w nim uczestniczyć, ale również dla Hey. Już na samym początku Kasia Nosowska przyznała, że Wrocław jest dla zespołu miejscem szczególnym i czują się niezwykle poruszeni tym, że to właśnie w stolicy Dolnego Śląska mogą zagrać pierwszy akustyczny set.

To wzruszenie dało się wyczuć w każdej przerwie między kolejnymi utworami. Liderka grupy w charakterystyczny dla siebie sposób dziękowała słuchaczom za okazany entuzjazm, przyjmując przy tym pełną pokory oraz lekkiego zawstydzenia postawę. Można by powiedzieć, że po tylu latach na scenie, ilości wydanych płyt i zagranych koncertów, stres nie powinien jej już towarzyszyć. Biorąc jednak pod uwagę jej absolutną szczerość i autentyzm, nie powinno to nikogo dziwić, że Kasia wciąż denerwuje się, występując na żywo.

Nosowska to bowiem artystka, która w to, co robi, wkłada całą siebie. Oddaje się temu bez reszty, nie zważając przy tym na to, co dyktują trendy albo sztab specjalistów od reklamy i PR-u. Słucha własnego serca i sumienia, i gdy czegoś nie potrafi lub nie czuje, to zwyczajnie tego nie robi. To dlatego w trakcie koncertów Hey nie uświadczymy skomplikowanej choreografii lub biegania z mikrofonem po scenie. Otrzymamy natomiast całą masę ciepła i życzliwości.

Tak też było we Wrocławiu. Od razu dało się również zauważyć, że zespół nastawiony jest na dobrą zabawę i do niej też zachęcał zgromadzoną publiczność. Nie było to trudne zadanie, bowiem nowe aranżacje utworów znanych ze wszystkich albumów grupy sprawiły, że nie dało się usiedzieć w miejscu. Trzeba było choćby poklaskać lub potupać nogą. Początkowo nieśmiała widownia jednomyślnie wstała w momencie, kiedy Kasia postanowiła wykonać utwór pt. „Mimo wszystko” na siedząco, co w zaistniałych okolicznościach nie trwało jednak zbyt długo.

Interesującym wydarzeniem podczas koncertu było pojawienie się na scenie laureatów zorganizowanego wcześniej przez Hey konkursu, którego nagrodą był oczywiście występ u boku zespołu. Grający na kubłach chłopcy uczestniczyli w wykonaniu utworu pt. „Sic!” i dali popis swoich umiejętności, nadając kawałkowi dodatkowej energii.

Podczas prawie dwugodzinnego koncertu dało się poczuć całą masę pozytywnych emocji. Przy takiej charyzmie, jaką mają w sobie członkowie Hey, nawet lekko mroczne czy trudne pod względem przesłania kawałki wywoływały uśmiech na twarzy i zachęcały do wspólnego śpiewania. Spory w tym również udział muzyków niezwiązanych na co dzień z grupą, o których poszerzony został koncertowy skład. Wszyscy wykonali kawał świetnej roboty, która zaowocowała bardzo udanym wieczorem. W tym momencie nie potrafię wyobrazić sobie piękniejszego rozpoczęcia wiosny niż koncert Hey Unplugged. Kto nie był, ma czego żałować.

[MR/TDGM]