Mute Records

Zola Jesus „Taiga” [RECENZJA]

Zola Jesus "Taiga" Mute Records / 7.10.2014

Zola Jesus „Taiga”
Mute Records / 7.10.2014

Muzyka jest niczym niekończące się źródło dobroci. Każdego dnia publikowane są nowe utwory, wydawane są kolejne albumy. Nie sposób posłuchać wszystkiego. Co więcej, łatwo przegapić coś wyjątkowego. Prawie tak łatwo, jak informacje o najnowszej płycie Zoli Jesus, zatytułowanej „Taiga”, które w sieci przeszły niepostrzeżenie. Byłoby szkoda nie trafić na tę pozycję.

Nazwany po największej formacji roślinnej, album sam w sobie zawiera ogromne bogactwo. Cechuje go pewna majestatyczność, która przejawia się w głębi prezentowanych przez Zolę dźwięków, ich różnorodności i silnym wokalu artystki. Tak jak zróżnicowana jest flora i fauna lasów pokrywających ogromne przestrzenie Azji i Ameryki Północnej, tak urozmaicona efektami jest najnowsza płyta Niki Rozy Danilovej.

Każda z jedenastu kompozycji jest inna. Utwory są bardzo rozbudowane. Stanowią połączenie połamanych dźwięków, trzasków, ciężkiego brzmienia instrumentów dętych z łagodnymi wstawkami smyczków oraz subtelnym dźwiękiem pianina. Eksperymenty elektroniczne przepleciono klasycznymi formami. W ten sposób doświadczamy energicznych, a czasem niespokojnych stanów („Taiga”, „Hunger”), które następnie niwelowane są przez spokojne, kojące ballady („Dust”, „Lawless”, „Nail”).

Brzmi jak chaos? Można odnieść takie wrażenie. Jest to jednak chaos w pełni kontrolowany. Mimo tak dużego zróżnicowania w brzmieniu poszczególnych utworów, głos Zoli spina wszystko klamrą i zamyka w spójną całość. Prezentowana różnorodność natomiast powoduje, że poszczególne pozycje tracklisty przykuwają uwagę. Nawet niezbyt skupiony słuchacz zanotuje zmianę utworów i łatwiej je zapamięta.

Bardziej dynamiczna jest pierwsza połowa płyty, przede wszystkim ze względu na siłę, z jaką zetkniemy się w przypadku utworów „Taiga”, „Dangerous Days”, „Hunger” i „Go (Blank Sea)”. Stężenie mocnego uderzenia instrumentów perkusyjnych, brzmienie instrumentów dętych i zmiany tempa wywołują ciarki na ciele. Wyłączając soulowy „Dust”, który wyróżnia się na tak mocnym tle.

„Taiga” z pewnością odbiega od poprzednich dokonań Zoli Jesus. Nie ma w tym jednak niczego dziwnego. Artyści chcą się bowiem rozwijać, eksperymentować. W końcu jest to ich własna forma ekspresji. W sztuce zaś chodzi o to, by tworzyć coś nowego, a nie powielać to, co już było. Nika Roza Danilova brzmi pewnie i świadomie, a jej nowy album nie ma słabego momentu. Tym samym jest to kolejna dobra płyta w jej dorobku i to powinno być najważniejsze.

4,5/5

[MR/TDGM]