PlayStation

V.A. „Mafia III: Official Soundtrack of New Bordeaux” [unboxing]

V.A. „Mafia III: Official Soundtrack of New Bordeaux”

Zastanawiacie się czasem, zanim kupicie jakąś płytę, jak została wydana? Czy umieszczono ją w jewel case’ie, czy w digipacku? Czy we wkładce są teksty piosenek, czy zdjęcia artysty, a może i to, i to?

My zastanawiamy się nad tym niemalże za każdym razem przed zakupem, zwłaszcza gdy do sklepów trafiają różne wersje jakiegoś albumu, np. krążki w dobrze znanej opcji „zagraniczne płyty – polska cena”.

Uwielbiamy kompakty (winyle zresztą też), chętnie je kupujemy i zawsze z uwagą analizujemy ich wydanie. Dlatego też postanowiliśmy pokazać Wam niektóre z nich, więc co jakiś czas publikować będziemy unboxingi wybranych albumów. Być może niektórym z Was ułatwią one podjęcie decyzji w kwestii kupna jakiegoś krążka.

Zobaczcie zatem, jak wygląda winyl z soundtrackiem do „Mafii III”:

V.A. „Mafia III: Original Game Score” [unboxing]

V.A. „Mafia III: Original Game Score”

Zastanawiacie się czasem, zanim kupicie jakąś płytę, jak została wydana? Czy umieszczono ją w jewel case’ie, czy w digipacku? Czy we wkładce są teksty piosenek, czy zdjęcia artysty, a może i to, i to?

My zastanawiamy się nad tym niemalże za każdym razem przed zakupem, zwłaszcza gdy do sklepów trafiają różne wersje jakiegoś albumu, np. krążki w dobrze znanej opcji „zagraniczne płyty – polska cena”.

Uwielbiamy kompakty (winyle zresztą też), chętnie je kupujemy i zawsze z uwagą analizujemy ich wydanie. Dlatego też postanowiliśmy pokazać Wam niektóre z nich, więc co jakiś czas publikować będziemy unboxingi wybranych albumów. Być może niektórym z Was ułatwią one podjęcie decyzji w kwestii kupna jakiegoś krążka.

Zobaczcie zatem, jak wygląda winyl z soundtrackiem do „Mafii III”:

Warsaw Games Week 2016

Warsaw Games Week 2016

Warsaw Games Week 2016

Mogłabym zacząć ten tekst od słów: „nie samą muzyką człowiek żyje”, ale nie trzeba się nawet specjalnie upierać, żeby przyznać, że muzyka otacza nas z każdej strony. Jeśli więc wyłączam na chwilę odtwarzacz MP3 albo wyciszam któryś z serwisów streamingowych, żeby włączyć konsolę, a na niej odpalić jakąś grę, szybko okazuje się, że taka forma spędzania wolnego czasu to również obcowanie z muzyką. Zatem czy to dosłownie, czy w przenośni, czy z płytami, grami lub jeszcze inaczej – jednak żyję muzyką.

Warsaw Games Week 2016

Warsaw Games Week 2016

O grach natomiast wspomniałam celowo. W minioną sobotę byłyśmy bowiem z Magdą w Warszawie na Warsaw Games Week 2016. I to nie tylko dlatego, że mam ogromną zajawkę również na gry wideo. Głównym powodem było to, że ostatnimi czasy obie zwracamy coraz większą uwagę na to, jakie dźwięki towarzyszą nam podczas grania. Piszę „obie”, choć Magda nie powie o sobie: „jestem gamerką”, zdecydowanie nie. To jednak nie przeszkadza Jej w tym, by zachwycać się soundtrackiem gry „Life Is Strange”, kiwać z uznaniem głową przy ścieżce dźwiękowej „No Man’s Sky” albo robić wielkie oczy, widząc, co wchodzi w skład edycji kolekcjonerskiej „Mafii III” (tak, mam na myśli te winyle).

Warsaw Games Week 2016

Warsaw Games Week 2016

Pojechałyśmy zatem do stolicy, by pograć w nadchodzące pozycje i przysłuchać się chociaż troszkę temu, co w tle tych gier będzie wybrzmiewać. Warto tutaj zaznaczyć, że podczas tegorocznej edycji Warsaw Games Week zaprezentowano kilka gorących tytułów, m.in. „Watch Dogs 2”, wspomnianą już „Mafię III” czy tak długo wyczekiwaną, najnowszą część serii „Final Fantasy”. Zwłaszcza ta ostatnia pozycja doskonale pokazuje, jak ogromną rolę w grach wideo odgrywa muzyka. Zresztą, gdyby było inaczej, nie zaczynałaby ona niejako żyć własnym życiem – nie byłaby wydawana na płytach czy winylach, nie organizowanoby koncertów z muzyką z gier. Idąc tym tropem, Florence Welch nie brałaby udziału w tworzeniu utworów towarzyszących przygodom Noctisa, z kolei Aiden Pearce nie hakowałby cudzych telefonów w poszukiwaniu kawałków Machine Gun Kelly’ego, Nasa czy Kid Cudiego.

Sami twórcy konsolowych czy komputerowych hitów podkreślają wartość brzmienia w swoich produkcjach. I trudno być ignorantem, bowiem biorąc za przykład gry RPG, nie sposób sobie wyobrazić ich rozgrywkę, której klimatu nie budowałyby dopracowane kompozycje. Seria „Final Fantasy”, „Wiedźmin 3”, tytułów mogę podać tutaj ogrom (głównie jRPG-owych). Choć oczywiście nie tylko ten gatunek ceni sobie dobry soundtrack. Pamiętam taką grę na PS2 jak „Midnight Club 2”. Nie interesowała mnie w ogóle, nie lubiłam wówczas wyścigów. Ktoś jednak grał w to przy mnie któregoś dnia, a ja w pewnej chwili usłyszałam „Syntrax”. To wystarczyło. Jakiś czas później kupiłam tę grę i ciągle w nią grałam, bo z „Syntraxem” w tle to było zupełnie inne doświadczenie.

O odpowiednim udźwiękowieniu konsolowo-komputerowej rozrywki sporo wiedzą ludzie odpowiedzialni za te tytuły, w których nie uświadczy się werbalnej narracji czy dialogów, te bazujące na rozgrywce, których „głosem” są właśnie dźwięki. Dlatego też zależało mi na tym, by podczas Warsaw Games Week zamienić choć kilka słów z twórcami gry pt. „Selma and the Wisp”, a ponieważ się udało i to nawet nieco więcej niż kilka słów, o Selmie przeczytacie niebawem osobny tekst.

Warsaw Games Week 2016

Warsaw Games Week 2016

Generalnie wypad na Warsaw Games Week udał się w całości. Cieszę się, że wzięłam (wzięłyśmy, pardon, Magda) w nim udział i nie zamierzam przegapić kolejnej edycji tego eventu. Do tego czasu będę wypatrywać nowych soundtracków na CD-kach czy winylach, no i oczywiście wciąż mam w planach przekopywanie sieci w poszukiwaniu jakiegoś zabłąkanego egzemplarza kolekcjonerskiej edycji „Mafii III”, bo nie przeboleję braku tych wosków w swojej kolekcji, nie ma szans.

[Katarzyna Janik/TDGM]

#TESTYMOICO

#TestyMoico

#TestyMoico

Miesiąc temu na TDGM pojawiła się informacja o tym, że ruszyły otwarte #TestyMoico. W akcję zaangażowano kilka osób, które na co dzień wykorzystują internet nie tylko do przeglądania stron czy Facebooka, ale także do działalności związanej z prowadzeniem blogów czy vlogów. Jedną z tych osób jestem ja, tym samym od miesiąca korzystam z łącza KISS 100 Mb/s i testuję jego możliwości, buszując po sieci, streamując muzykę czy uploadując filmy na YouTube’a.

Wrażenia? Jak najbardziej pozytywne.

Przede wszystkim dlatego, że wyraźnie widzę różnicę w prędkości łącza pomiędzy tym od MOICO, a tym, za które płacę co miesiąc dostawcy, z którym nadal jeszcze mam umowę. „Jeszcze”, bo planuję ją rozwiązać w pierwszym możliwym terminie. I nie, nie tylko z powodu prędkości internetu, są jeszcze inne kwestie, ale o tym później. Wracając do prędkości łącza KISS, nie sposób nie napisać o tym, jak zdziwiona byłam kilka dni temu, kiedy uploadowałam nowe unboxingi na YouTube’a. Jak to bywało do tej pory: wybrałam plik do uploadu, zatwierdziłam operację i, będąc pewną tego, że trochę czasu to jednak zajmie, chciałam odejść od komputera, by – akurat w tamtej chwili – zrobić sobie herbatę. Nie zdążyłam. Nie miałam bowiem, jak zwykle, kilku minut. Dostałam ok. 20-30 sekund, a to za mało, by wstać od komputera i dojść do kuchni, a co tu dopiero mówić o nastawieniu wody, przygotowaniu kubka i wyjęciu z szafki puszki z herbatą. „Rewelka!” – pomyślałam. Teraz nie mogę się doczekać uploadu jakiegoś wywiadu, bo unboxingi mają zwykle po kilkaset MB-ów, z kolei nagrania z wywiadami lecą już w GB-ach, więc – jak mniemam – przy ich wrzucaniu będzie na co popatrzeć.

Upload zrobił więc na mnie niemałe wrażenie. Download natomiast jest bardzo zadowalający głównie z tego względu, że gry z PlayStation Store pojawiają się na mojej konsoli znacznie szybciej niż wtedy, gdy z internetem łączy mnie mój dotychczasowy dostawca. Bardzo dobrą przepustowość łącza KISS potwierdzają również serwisy streamingowe. Jak do tej pory żaden z nich – Tidal, Spotify czy SoundCloud – nie „zakrztusił” się ani razu podczas odtwarzania którejś z nowych płyt. Swoją drogą, to samo tyczy się Skype’a.

I to jest dobry moment, żeby wspomnieć o tym, że przez miniony miesiąc nie zanotowałam najmniejszej nawet awarii sieci. W tej kwestii nie ma czego szerzej komentować – bezawaryjne łącze, to świetne łącze i tyle.

Do opisania pozostaje zatem ostatni aspekt – obsługa klienta. Kwestia bardzo, ale to bardzo ważna. Jak to wygląda w MOICO? Trudno mi znaleźć jednowyrazowe określenie, więc zacznijmy od początku. Otóż jakiś miesiąc temu zjawił się w moim mieszkaniu technik, który miał podłączyć internet. Zjawił się, oczywiście, że tak. Przyjechał, zrobił to, co do niego należało. Był uprzejmy, chętnie odpowiadał na moje pytania, generalnie wiedział, co robi, wszystko poszło mu szybko i sprawnie. Dzień po instalacji łącza KISS wystąpiły u mnie jednak drobne problemy techniczne. Uściślając: router nieco się pogubił w dwóch łączach. Internet raz działał, raz nie, musiałam przepinać kable, restartować sprzęt, takie tam. Nic wielkiego, bo dział techniczny MOICO bez najmniejszego problemu znalazł skuteczne rozwiązanie. Mam tu jednak maleńkie „ale”. Problemy bowiem zostały zniwelowane skutecznie, ale mogłyby jednocześnie szybciej, gdyby na infolinii nieco częściej odbierano telefony. Ostatecznie temat załatwiłam głównie poprzez maile, bo dodzwonić się nie potrafiłam przez większość czasu. Nie mam zamiaru tutaj jednak kręcić nosem, bo gdyby być czepliwym, trzeba byłoby zwrócić mi uwagę na to, że to mój kaprys ostatecznie wygenerował powyższy problem. Chciałam mieć dwa łącza, mając jeden router. Piona zatem dla ekipy z działu technicznego MOICO za wyjście z inicjatywą, bo przecież mogłabym usłyszeć poradę dotyczącą poprawnego działania łącza KISS i tyle, tym drugim nikt nie musiał się tam przecież przejmować. No, a co jak co, ale wyjście z inicjatywą tudzież działanie nadprogramowe to jest coś, co osobiście bardzo propsuję z uwagi na fakt, że jest to zjawisko absolutnie egzotyczne, jeśli mówić o usługodawcach.

Podsumowanie? Jeśli do końca mojej obecnej przygody z MOICO będę równie zadowolona co po tym pierwszym miesiącu, bez wahania zostanę przy łączu KISS na dłużej. Co więcej, z czystym sumieniem będę mogła polecić wrocławską firmę każdemu, kto zapyta: „który internet wybrać?”.

Szczegóły całej akcji znajdziecie na www.moico.pl i fan page’u MOICO.

[Katarzyna Janik/TDGM]

Ścieżka dźwiękowa gry „Life Is Strange” [MUSIC]

"Life is Strange"

„Life Is Strange”

Soundtrack gry „Life Is Strange” to jedna z najlepszych płyt, jaka trafiła ostatnio do mojego odtwarzacza. Co lepsze, była totalnym zaskoczeniem, bo choć wiedziałam, że zamawiając limitowaną edycję gry, otrzymam również ścieżkę dźwiękową, to byłam przygotowana na jej cyfrową wersję, pomimo rysunku płyty na opakowaniu gry (hmm, bo jak inaczej mieli zobrazować soundtrack?).

Co prawda, część zawartości krążka jest mi znana, bowiem „Spanish Sahara” Foals, „Something Good” alt-J, „Got Well Soon” Breton czy „Crosses” José Gonzáleza to utwory, które w czasach swoich premier były wręcz katowane nie tylko przeze mnie. Ten soundtrack to jednak 22 pozycje, z czego 8 z nich to dedykowane fragmentom/elementom gry kompozycje. Przy czym całość zestawiona została w taki sposób, że czyni tę płytę ogromnie klimatyczną i spójną historią.

Natomiast jako ścieżka dźwiękowa „Life Is Strange” ta kompilacja jest czymś GENIALNYM. Nie spotkałam się dotychczas z lepiej dobraną muzyką do gry wideo, a regały uginają mi się pod pudełkami gier na niejedną konsolę. Ograłam niemałą część dostępnych w Europie japońskich RPG-ów, które zdecydowanie przodują w udźwiękowieniu, jeśli chodzi o gry konsolowe/komputerowe. ŻADNA gra nie wywarła na mnie do tej pory TAKIEGO wrażenia z uwagi na muzykę, która towarzyszyła mi podczas rozgrywki.

Przy czym rozgrywka właśnie, nastrój, fabuła i bohaterowie „Life Is Strange” to temat na osobny tekst (oczywiście pełen zachwytów). Historia tej gry, pomimo swojego mocno fikcyjnego trzonu, jest piękna i bardzo poruszająca. Postaci z kolei są ogromnie wiarygodne i absorbują swoimi charakterami, natomiast relacja pomiędzy głównymi bohaterkami to po prostu MAJSTERSZTYK. I nie wiem, czy to dobrze świadczy o twórcach gry, czy źle o mnie, ale ja już dawno nie zaangażowałam się AŻ TAK w żadną relację kogokolwiek z mojego otoczenia. Sytuację pomiędzy Max i Chloe obserwowałam natomiast z wypiekami na policzkach i galopującym w klatce piersiowej sercem, dokonując przy tym wyborów w grze najstaranniej, jak tylko mogłam (czasem być może nadużywając opcji przewijania) i najlepiej właśnie dla ich relacji.

„Life Is Strange” jest absolutną rewelacją. W tę grę po prostu trzeba zagrać, trzeba ją przeżyć. Ścieżka dźwiękowa z kolei jest kompilacją, obok której nie sposób przejść obojętnie. I tak, jestem nową psychofanką ludzi z DONTNOD Entertainment, którzy są odpowiedzialni za stworzenie tego CUDA.

[KJ/TDGM]