wywiad

Wojtek Szczepanik – o „Instynkcie” i neoklasyce [WYWIAD]

Wojtek Szczepanik / fot. Justyna Prabucka

Wojtek Szczepanik wysłał do nas jakiś czas temu maila, w którym napisał, że ma do przedstawienia „coś całkiem, całkiem nowego” – album nagrany na pianinie w drewnianej kaplicy z XVIII wieku. Krążek, zatytułowany „Instynkt”, ujął nas swoim pięknem już przy pierwszym odsłuchu. Z przyjemnością zatem zadałyśmy Wojtkowi kilka pytań.

TDGM: Czy Twoja muzyczna przygoda zaczęła się od fortepianu? A może powinnam zadać tendencyjne pytanie: jak zaczęła się Twoja przygoda z muzyką?

Wojtek Szczepanik: Moja przygoda z muzyką zaczęła się trochę inaczej… Jako młody chłopak słuchałem rocka, więc najpierw wziąłem do ręki gitarę elektryczną. Zakładałem zespoły, grałem trochę punka, trochę rocka. W międzyczasie łamałem nawet pałeczki za perkusją. Pochodzę z dość małego miasta i nie udało mi się w nim trafić na muzyków o podobnym guście. W pewnym momencie przerzuciłem się na fortepian i stwierdziłem, że ten jeden instrument mi wystarczy, że nie potrzebuję zespołu. Od tego się zaczęło…

TDGM: Z punka i rocka przerzuciłeś się na neoklasykę, to bardzo ciekawe. Czy miało to związek z jakąś przemianą Twojej osobowości? Czy to było coś na wzór: młody, niepokorny chłopak dorasta/dojrzewa, przestaje się buntować, wycisza się…?

Wojtek Szczepanik: Nigdy nie byłem zbuntowanym chłopakiem. Pamiętam, że w młodości, tej „młodszej młodości”, zawsze czekałem na okres buntu, ale on po prostu nie nadszedł. Chociaż może moi rodzice mieliby inne zdanie… Być może przeżywałem muzyczny bunt. Miałem kiedyś więcej energii i potrzebowałem się wyżyć, może stąd ten punk i rock. Z czasem ta energia opadała. Zauważyłem, że tworzę coraz spokojniejsze i łagodniejsze utwory.

TDGM: Na Twojej stronie internetowej jest napisane, że miałeś styczność z rockiem, bluesem, jazzem. Jak to się stało zatem, że zajmujesz się aktualnie neoklasyką?

Wojtek Szczepanik: Każda muzyka ma coś do przedstawienia i coś wnosi. Czerpałem inspiracje ze wszystkich tych gatunków i mam wrażenie, że dzięki temu moja twórczość w pewnym sensie się wyróżnia. W neoklasyce podoba mi się to, że uchodzi za ambitny i potencjalnie trudny gatunek, a mimo to nie trzeba być zawodowym muzykiem, aby komponować. Zadanie polega na tym, żeby stworzyć muzykę instrumentalną, która opowiada historię bez słów, historię, która utkwi nam w pamięci na dłużej, a to już jest, moim zdaniem, duże wyzwanie, którego się z przyjemnością podejmuję.

TDGM: Neoklasyka jest raczej mało popularnym gatunkiem. Zechcesz opowiedzieć o nim nieco więcej?

Wojtek Szczepanik: Można powiedzieć, że to muzyka alternatywna. Występują w niej najczęściej akustyczne instrumenty, takie jak fortepian, smyczki czy dęciaki. Jeśli pojawia się syntezator, to też jest dobrany w taki sposób, że idealnie wkomponowuje się w tło. Żyjemy w sztucznym i szybkim świecie. Otaczają nas ekrany, smartfony, jest też trochę kłamstwa i życia na pokaz. Neoklasyka jest szczera i pozwala na chwilę oderwać się od współczesnej rzeczywistości. Moja płyta, „Instynkt”, jest właśnie o tym, aby na chwilę odpocząć. Dlatego udałem się na spokojną wieś, do historycznej kaplicy, żeby nagrać czysty, akustyczny instrument. Pianino nie brzmiało tam idealnie, ale było prawdziwie, a za tym kryje się, moim zdaniem, prawdziwe piękno. O to właśnie chodziło – żeby zarejestrować instrument w danej przestrzeni takim, jakim jest.

TDGM: Co najbardziej podoba się Tobie w tym nurcie?

Wojtek Szczepanik: Szczerość.

TDGM: „Instynkt” jest Twoją drugą płytą. Opowiesz coś o debiucie?

Wojtek Szczepanik: Debiutancki album, „Margines”, to zbiór ośmiu utworów. Przeplatają się w nich chwytliwe melodie z ciekawymi, rytmicznymi kombinacjami. Płyta charakteryzuje się prostotą – to jej główny atut. Nagrałem ją, mając trzy lata stażu z fortepianem, więc stosunkowo mało. Mimo to brzmi profesjonalnie i na swój sposób ciekawie, ponieważ w „Marginesie” słychać młodzieńczą energię, pasję i świeżość. W tamtym czasie inspiracje czerpałem głównie od Ludovica Einaudiego i Yanna Tiersena.

TDGM: „Instynkt” powinien kojarzyć się z odpoczynkiem, odskocznią od pędzącego świata. A „Margines”?

Wojtek Szczepanik: Tytuł „Margines” naszedł mnie w kościele. Moje najlepsze pomysły wpadają mi do głowy właśnie w kościele. Margines jest takim miejscem w zeszycie, którego się nie zauważa, ale kiedy chcesz zapisać coś ważnego, jakąś datę, numer itp., to najczęściej kierujesz długopis na ten obszar oddzielony czerwoną linią. Wtedy nagle zaczynasz go widzieć. Tak samo jest z muzyką – gdy ją poznasz, to do niej wrócisz. Jeśli jednak jej nie poznasz, nie zauważysz jej w gąszczu masowych produkcji muzycznych.

TDGM: Najnowszy album wydałeś po trzech latach od ukazania się „Marginesu”. Ile czasu pracowałeś nad „Instynktem”?

Wojtek Szczepanik: Sam materiał został napisany w przeciągu paru miesięcy, dłużej trwało przygotowanie sesji nagraniowej. Trzeba było znaleźć miejsce z odpowiednią akustyką, czyli przestrzeń ograniczoną z każdej strony drewnem. Znalazłem małą kapliczkę w Palczewie, w województwie pomorskim. Wtedy zaczęły się rozmowy z proboszczem, a także z biskupem. Po około trzech miesiącach dostałem pozwolenie, by wejść do kościółka z pianinem. Wtedy się zaczęło…

TDGM: Skąd pomysł na nagranie płyty w kaplicy?

Wojtek Szczepanik: Chciałem stworzyć coś nowego. Zależało mi na tym, aby znaleźć odpowiednie brzmienie dla swojej muzyki, niecodzienne. Akustyka w drewnianym pomieszczeniu jest o tyle ciekawa, że charakteryzuje się ciepłą i głęboką barwą. Ustawiliśmy około siedmiu mikrofonów w różnych miejscach, aby zarejestrować rzeczywisty, naturalny pogłos. Podczas miksu materiału w studiu pracowano głównie na pogłosie pochodzącym z kaplicy. Dzięki takiej realizacji otrzymano naturalny, może nie do końca idealny, ale prawdziwy dźwięk. W nagraniach występują ciekawe detale, takie jak dźwięki stóp naciskających pedały, uderzenia palców o klawisze czy nawet ptaki ćwierkające poza kaplicą, w końcu to była wieś… Przy okazji kościółek okazał się być przepiękny, więc musieliśmy nagrać też obraz – tak powstał krótki dokument o „Instynkcie”.

TDGM: Jaka była pierwsza reakcja proboszcza i biskupa na Twój pomysł?

Wojtek Szczepanik: (śmiech) Wyobraź sobie, że przychodzi do ciebie dzieciak i mówi: „fajny kościół, mogę nagrać tu płytę?”. Mniej więcej tak zacząłem, bo nigdy nie tworzyłem podobnych projektów. Początki są trudne i tak właśnie było tym razem. Po kilku miesiącach notorycznego dzwonienia do proboszcza, stwierdził, że rzeczywiście mi zależy i skierował list do biskupa, który nie miał problemów z udzieleniem pozwolenia na rejestrację muzyki w kaplicy. Dostałem warunki, spełniłem je i zaczęliśmy nagrania.

TDGM: Co było największym wyzwaniem w związku z procesem nagrywania „Instynktu”?

Wojtek Szczepanik: Namówienie proboszcza do mojej idei i zapewnienie go, że nie odprawię czarnej mszy w kościele. Reszta była już tylko przyjemnością.

[Katarzyna Janik/TDGM]

Meek, Oh Why? – o zespole i współpracy z innymi artystami [WYWIAD]

Meek, Oh Why?

Meek, Oh Why? to nie tylko Mikołaj Kubicki, jak wydawało mi się przez dłuższy czas. To pięcioosobowy zespół, który – poza Mikołajem – tworzą Mateusz Hulbój, Wawrzyniec Topa, Maciej Porada oraz Karol Szczygieł. Jak układa im się współpraca? Czy Mikołaj jest liderem grupy? Tych i kilku innych rzeczy dowiecie się z wywiadu, który jakiś czas temu przeprowadziłam z chłopakami we Wrocławiu.

[Katarzyna Janik/TDGM]

Heidrik – o byciu artystą i nowej płycie [WYWIAD]

Heidrik

Jest wiele form wyrażania siebie i są tacy artyści, którym jedna forma nie wystarczy. Zalicza się do nich Heidrik, wszechstronny artysta pochodzący z Wysp Owczych, który dał się już poznać jako malarz, reżyser, a także muzyk. Niedawno podpisał kontrakt z polską wytwórnią Fonobo, która w październiku wyda jego płytę zatytułowaną „Funeral”. Heidrik zaintrygował nas swoją wrażliwością, konsekwentnym dążeniem do postawionych sobie celów oraz… grą na ukulele. Nie mogłam zatem odmówić sobie przyjemności zadania mu kilka pytań dotyczących jego twórczości.

TDGM: Jesteś bardzo utalentowany. Ludzie są pod wrażeniem Twoich dzieł – malarskich, reżyserskich i oczywiście muzycznych. Wiem, że wszystkie te dziedziny są dla Ciebie równie ważne. Czy działanie na tylu polach wiąże się ze swoistym głodem życia? Chciałbyś zrobić w życiu tyle, ile się da? Czy po prostu jesteś pracoholikiem?

Heidrik: Jest to dla mnie forma wyrażania samego siebie. Jeśli bym tego nie robił, czułbym się źle sam ze sobą… trochę uciśniony, bo musiałbym wszystko zostawiać tylko dla siebie i pewnie wpadłbym w depresję. Nie jestem typem introwertyka, muszę z siebie wszystko wyrzucać już, natychmiast. W mojej głowie dzieje się tak dużo, że gdybym tego nie robił, pewnie by eksplodowała.

TDGM: Każdy miewa takie dni, kiedy nic się nie udaje albo zwyczajnie jesteśmy nieefektywni i brakuje nam kreatywności. Jak radzisz sobie z takimi sytuacjami?

Heidrik: Czuję się bardzo źle, jeśli cały dzień nic nie robię. Nie lubię poczucia, że zmarnowałem czas, który mogłem przecież wykorzystać zupełnie inaczej. Chciałbym, żebyś mnie dobrze zrozumiała – tak czuję się tylko wtedy, kiedy naprawdę nie robię nic, tylko siedzę na kanapie w dresie w samotności. Uważam, że dobra zabawa, czas spędzony z przyjaciółmi to również czas dobrze spędzony – czas dla duszy.

TDGM: Bycie artystą nie jest łatwe, to trudny biznes. Czy miewasz momenty, w których masz ochotę rzucić wszystko i rozpocząć zupełnie nową karierę?

Heidrik: Jasne, że jest ciężko. Nie ma za dużo pieniędzy. Myślałem nawet o tym, żeby znaleźć sobie pracę od 9:00 do 17:00, ale później pomyślałem, że… chyba umrę. Muszę pracować z moją sztuką non stop, czy malując, czy pisząc nową muzykę. To sprawia, że nigdy nie oszaleję. Mam nadzieję, że pewnego dnia to wszystko zacznie się opłacać również finansowo.

TDGM: Co miało na Ciebie największy wpływ jako na artystę? Co spowodowało, że obrałeś tę drogę?

Heidrik: Ta historia nie wygląda tak, że kiedyś nagle się obudziłem i pomyślałem: „o, teraz zostanę artystą”. Zawsze wiedziałem, że nim będę i to właśnie sztuką będę się zajmował w życiu. Nawet kiedy nie byłem jeszcze w stanie wymówić dobrze słowa „artysta”. Taki się po prostu urodziłem. Ta droga była dla mnie tak naturalna jak jedzenie czy spanie – wszystkie te rzeczy, które robimy, żeby po prostu żyć.

TDGM: Przeczytałam gdzieś, że to Ralph Kaminski zaprezentował Twój materiał swojemu menadżerowi i wytwórni Fonobo. Jak się poznaliście?

Heidrik: Poznaliśmy się przez wspólnych znajomych i od razu się zaprzyjaźniliśmy. Wysłałem mu swoją płytę i chyba całkiem mu się spodobała.

TDGM: Musiała mu się bardzo spodobać. Planujecie zrobić coś razem?

Heidrik: Pomogłem Ralphowi przy jego najnowszym klipie, który kręciliśmy w kwietniu w Polsce. Myślę, że będzie to piękny obrazek. Ralph jest niezwykle utalentowany!

TDGM: Jakie są Twoje oczekiwania względem współpracy z polską wytwórnią?

Heidrik: Oczywiście ogromne! Jestem bardzo podekscytowany, że możemy razem pracować. Mam nadzieję, że moja muzyka dotrze do wszystkich Polaków, że będę grał dużo koncertów, zostanę sławny i bogaty, kupię jacht albo prywatny samolot, może jeszcze willę… żartuję! Chcę grać i tworzyć – na tym mi zależy.

TDGM: Tytuł „Funeral” nie brzmi zbyt optymistycznie. Dlaczego zdecydowałeś się nazwać tak płytę?

Heidrik: Na początku chciałem zatytułować mój album „Zakończenie”, ale uznałem, że nie jest to wystarczająco dobra nazwa. Pożegnałem się z wieloma aspektami mojego życia i zrobiłem miejsce na nowe. Ten album mówi o tym, że mimo, iż pożegnania potrafią być trudne i złamać ci serce, czasami warto po prostu odpuścić. Album jest o mojej przeszłości. Chciałem w sposób piękny i oparty na szacunku pożegnać się z tym, co było. A pogrzeby są według mnie piękne. Są pięknym sposobem, żeby znaleźć swoje „zakończenie”.

TDGM: Słuchałam ostatnio „Funeral”. Melodie wydają się być dość proste, surowe, co niejako obnaża warstwę liryczną. Nie możesz się zatem schować za muzyką. Czy to było zamierzone?

Heidrik: Kiedyś bardzo dużo pracowałem przy wielkich produkcjach muzycznych, z niezliczoną ilością tracków, elektroniki i syntezatorów. Kiedy zacząłem więcej czasu poświęcać na naukę pisania utworów – zarówno słów, jak i muzyki – uświadomiłem sobie, jak ważny jest szkielet utworu. Jeśli szkielet jest dobry, nie musisz go ukrywać pod skomplikowaną produkcją. W minimalistycznych, ale bardzo dobrze rozpisanych utworach odkryłem na nowo piękno. Piękno, które tkwi w prostocie. I tak jak powiedziałaś – przy prostej konstrukcji słowa stają się jeszcze ważniejsze, a na tym albumie mają szczególne znaczenie. Jeśli założymy, że melodia to czyjaś fizyczność, wygląd, to tekst jest jego osobowością. Piękny człowiek bez osobowości nie jest zbyt atrakcyjny.

[Magda Rogóż/TDGM]

Ważny – o muzycznej przeszłości i przyszłości [WYWIAD]

 

Ważny, pisząc do nas na Facebooku, podesłał nam utwór zatytułowany „Mateuszek zwariował”, po przesłuchaniu którego oczywistym było, że musi wlecieć na nasz fan page. Młody raper urzeka jednak nie tylko techniką, ale również wrażliwością i dojrzałością. I wiecie co? Prowadzenie TDGM cieszy najbardziej właśnie w takich momentach – kiedy poznajemy utalentowanych i ciekawych ludzi, właśnie takich jak Mateusz. Poniżej znajdziecie zapis wymiany maili między mną a Ważnym, bo podczas pisania ze sobą na Facebooku dosyć szybko padł pomysł przeprowadzenia wywiadu, wiadomo.

TDGM: Ważniak, Ważny Mati czy Ważny?

Ważny: Oficjalnie Ważny, dla znajomych Mati (stąd spontaniczne połączenie „Ważny Mati” na fan page’u), a Ważniak to moja stara ksywa.

TDGM: Gdy do nas (na facebookową skrzynkę TDGM) napisałeś, wspomniałeś jedynie, że pochodzisz z Jarosławia. Zechcesz powiedzieć o sobie coś więcej?

Ważny: Mam 22 lata, w 2011 roku zacząłem swoją przygodę z rapowaniem w studio.

TDGM: Po Twoim fan page’u wywnioskowałam, że Twój pierwszy mixtape trafił do sieci w 2012 roku. Ale może jednak nagrałeś coś wcześniej, tylko ja się do tego nie dokopałam, hmm? Możesz uporządkować to, co dotychczas nagrałeś i puściłeś w świat?

Ważny: Do tej pory nagrałem pięć mixtape’ów z czego jeden nie ujrzał światła dziennego, ponieważ finalnie uznałem, że mógłbym zrobić go lepiej. Nazwy i daty wypuszczenia moich projektów to: „Wypijmy za coś ważnego” 2012 r., „Ajj” 2013 r., „Krótko i nie na temat” EP 2013 r., „NaPoWażnie” EP 2014 r., „MWPPJ” 2015 r., „W” 2017 r.

TDGM: Czy zajmowałeś/zajmujesz się również produkcją bitów?

Ważny: Tak, co prawda nie mam jakiejś mega wiedzy, ale ogarniam co nie co program Fruity Loops i potrafię złożyć bit, który jest słuchalny (śmiech).

TDGM: Gdy do nas napisałeś, wspomniałeś również, że propsował Cię m.in. Te-Tris i Białas. Odzywałeś się do nich, czy to oni na Ciebie w jakiś sposób trafili?

Ważny: Swoje kawałki – tak, jak i do was – wysłałem Te-Trisowi oraz Białasowi i, co ciekawe, odpisali mi podobnie: że mam potencjał i jest dobrze z moim skillem, co dało mi ogromnego, pozytywnego kopa, którego bardzo potrzebowałem w tamtym czasie.

TDGM: Dlaczego potrzebowałeś wtedy takiego kopa?

Ważny: Ponieważ nie było mi łatwo, jeśli chodzi o życie, prywatnie nie wyglądało to zbyt ciekawie od paru lat, co bardzo mocno odbiło się na mojej wrażliwej naturze. Mam jednak od zawsze zakodowane w głowie, żeby się nie poddawać, więc konsekwentnie szlifowałem swój talent. Brakowało mi jednak potwierdzenia, że to, co robię, jest rzeczywiście dobre, ponieważ znajomi, jak to znajomi, nie chcąc zranić, propsują zazwyczaj tak czy siak, a poza tym nie miałem takich kontaktów, żeby ktoś spoza mojego otoczenia mógł ocenić moją pracę, aż do czasu słów uznania właśnie takich gigantów jak wymienieni wcześniej raperzy.

TDGM: Planujesz nawiązać w najbliższym czasie współpracę z kimś z polskiej sceny (niekoniecznie rapowej)?

Ważny: Pracuję aktualnie nad pewną grubszą akcją z częścią live bandu jednej z ważniejszych postaci na polskiej rap scenie, jednak nie mogę jeszcze zdradzać szczegółów. Oprócz tego ogarniam kolejny mixtape i chciałbym, żeby znalazło się na nim paru raperów, którymi się jaram, ale zobaczymy, co z tego wyjdzie, więc też na razie nie chcę mówić o tym więcej.

TDGM: Hopsin, Snow tha Product, Logic, Machine Gun Kelly – porównują Ciebie do nich?

Ważny: Tak. Gdy jeden z moich kawałków, „Mateuszek zwariował”, został puszczony podczas live streamu u Yurkosky’ego, pierwszym co powiedział, było: „Machine Gun Kelly z Kendrickiem Lamarem połączony”. I wtedy pojawiły się właśnie porównania do MGK, którym się bardzo jaram, jak również do innych szybko rapujących graczy, jak np. Yelawolf, Logic, Tech N9ne czy Twista.

TDGM: Crash Bandicoot jako profilowe, a Spyro w cover photo na fan page’u. Do tego na „W” są przynajmniej dwa kawałki kończące się 8-bitowymi dźwiękami. Jesteś gamerem?

Ważny: Jestem pasjonatem konsoli PlayStation, całego jej klimatu. Jako dzieciak miałem swój świat, ultrabogatą wyobraźnię – ogólnie miałem naturę introwertyka, więc grając w te kolorowe, dynamiczne, bajkowe tytuły (np. „Crash Bandicoot 3”, „Spyro 2”), wyłączałem się i przenosiłem w inny świat. Jestem fanem platformówek, były one sporą częścią mojego dzieciństwa, dawały mi energię i frajdę. Z przyjemnością dodaję więc do swojej muzyki różne smaczki nawiązujące do gier.

TDGM: Namiastkę Twojej wrażliwości można znaleźć na „W”, zwłaszcza w kawałku pt. „Pech czy łaska”. To osobisty numer?

Ważny: Tak, rapuję w tym kawałku o sobie, personifikując mój lęk i nawijając z jego „osoby”.

TDGM: Nie słuchałam jeszcze Twoich poprzednich mixtape’ów… Nagrałeś więcej takich kawałków?

Ważny: Na poprzednich mixtape’ach również znajdują się numery o podobnej tematyce, jak choćby „Wolność” z 2013 roku.

TDGM: Traktujesz muzykę jako zajawkę/hobby, czy jest w tym coś więcej?

Ważny: Muzyka pozwala mi przekazać innym energię, którą mam w sobie. To też możliwość dzielenia się wnioskami, które dotychczas wyciągnąłem, idąc trudną drogą usłaną brakiem zrozumienia czy różnymi lękami. Być może ktoś, słuchając moich utworów, znajdzie w nich jakiś drogowskaz, dzięki któremu będzie mu choć troszkę lżej. Moim marzeniem jest swobodne nagrywanie kolejnych utworów, granie koncertów, założenie i prowadzenie labelu. Chciałbym, żeby to wszystko mogło być dla mnie kiedyś sposobem zarabiania na życie.

[Katarzyna Janik/TDGM]

Pepe. – o emocjach i muzyce [WYWIAD]

Pepe. / fot. Maja Musznicka

Piotrek Rajski, bo tak naprawdę nazywa się Pepe., tworzy muzykę elektroniczną. Standard? Jedynie jako prasowy opis artysty, bo jego twórczość absolutnie standardowa nie jest. Wszystko to za sprawą emocji, które wylewają się nie tylko z utworów Piotrka, ale i z jego melancholijnej aury. Koniecznie zajrzyjcie do jego świata, słuchając jego muzyki. Z poniższego wywiadu z kolei spróbujcie wyłowić namiastkę jego osoby.

TDGM: Jesteś skrytym człowiekiem?

Pepe: Powiedziałbym nawet, że jestem bardzo skrytym człowiekiem. Zazwyczaj nie mówię głośno, kiedy coś mnie „dusi” wewnątrz. Zwykle trzeba wyciągać takie rzeczy ode mnie i być przy tym baaardzo cierpliwym. Nie wiem, dlaczego tak jest. Może dlatego, że nie uważam się za najważniejszą osobę we wszechświecie i nie lubię, kiedy uwaga innych jest za bardzo skupiona na mnie. Wiem, że to trochę dziwne, zwłaszcza że jestem muzykiem i poświęcanie uwagi mojej osobie mogłoby wydawać się czymś naturalnym, a wręcz pożądanym.

TDGM: „Ukrywasz” w swojej muzyce wydarzenia ze swojego życia, siebie? Bo emocje, tak generalnie, na pewno, sądząc po tym, że – jak powiedziałeś w jednym z wywiadów – muzyka jest dla Ciebie terapią.

Pepe: W moich utworach staram się odnosić do wydarzeń, które miały dla mnie wartość i zdefiniowały mnie jako człowieka. Moje utwory zawsze są formą „rozliczania się” z tym, co zaszło w moim życiu. Bez tego nie byłoby mojej muzyki.

TDGM: „Myślę w muzyce obrazami” – możesz to uściślić?

Pepe: Nie postrzegam muzyki w kategoriach melodii czy rytmu. Dla mnie dany utwór jest obrazem lub sekwencją obrazów, które wizualizują emocje. Odkąd pamiętam, tak właśnie miałem, to przychodzi samo.

TDGM: Muzyki elektronicznej jest wręcz przytłaczająco dużo. Nie boisz się, że Twoja twórczość przepadnie w tym zalewie dźwięków?

Pepe: Wydaje mi się, że muzyka pozbawiona charakteru, która naśladuje trendy, przepada w czeluściach internetu. Tak było, jest i będzie. Na przestrzeni czasu udało mi się wypracować swój własny styl, który nie jest wynikiem jakiejś panującej mody. Mam wrażenie, że ludzie to doceniają i z tego powodu słuchają tego, co robię. Poza tym nie staram się bombardować odbiorcy co chwilę nową muzyką. Lepiej wypuścić nowy utwór, kiedy naprawdę masz coś do powiedzenia i pokazania.

TDGM: To, co robisz, musi się przede wszystkim podobać Tobie, tak? Ale nie tworzysz chyba muzyki tylko dla siebie?

Pepe: Tak, to prawda – to, co robię, musi mi się podobać i to ja jestem pierwszym krytykiem tego, nad czym aktualnie pracuję. Wiadomo, że nie tworzę muzyki do szuflady, ale też nie podchodzę do niej na zasadzie „zostawię to tak, jak jest, bo taki pomysł na pewno spodoba się ludziom”. Liczę się ze zdaniem słuchacza, bo nie jestem alfą i omegą. Nie wiem wszystkiego i traktuję każdą merytoryczną uwagę jako wskazówkę. Poza tym to odbiorca tak naprawdę weryfikuje twój talent, tobie może się tylko wydawać, że go masz.

TDGM: Na swoim fan page’u napisałeś, że „jesteś wesołym człowiekiem, który robi smutną muzykę”. Czyje jest stwierdzenie, że robisz smutną muzykę, Twoje czy odbiorców?

Pepe: W tym przypadku jest pół na pół. Uważam się za wesołego człowieka, który uwielbia żartować i rozweselać innych ludzi. Jednak kiedy chodzi o muzykę, to jest ona melancholijna i mocno refleksyjna. Jest to powszechnie panująca opinia wśród tych, którzy słuchają moich utworów. Powód jest taki, że nie chcę przelewać na ludzi moich negatywnych uczuć. Wolę to robić dźwiękom.

TDGM: Muzyka instrumentalna daje dowolność interpretacji. Czy ktoś Tobie kiedyś powiedział, że robisz fajne, lekkie i radosne piosenki?

Pepe: Raz spotkałem się z takim zdaniem. Nie wiedziałem, co odpowiedzieć tej osobie. Miło, że dla kogoś to, co robię, jest fajne, ale czy lekkie i radosne? No nie wiem. Generalnie staram się tworzyć muzykę, która będzie wymagająca dla słuchacza i zmusi go do myślenia. Mówienie o numerach w kategorii lekkich i radosnych uważam za zbytnie spłycanie. Jest to też nie fair wobec artysty, bo ocenia się go systemem zero-jedynkowym.

TDGM: Do jakiej szkoły muzycznej zapisałeś siebie sam? Było warto? Czego się w niej nauczyłeś?

Pepe: Zapisałem się do szkoły muzycznej pierwszego stopnia. Pewnie, że było warto. Uczący tam ludzie rozkręcili moje poczucie rytmu i słuch. Będę im za to wdzięczny do końca życia. Pewnie gdyby nie oni, nie próbowałbym w ogóle swoich sił w tworzeniu muzyki. Szkoła muzyczna ma jednak jeden minus – uczy dzieciaki schematycznego myślenia. W rezultacie nie potrafią one później obejść się bez nut.

TDGM: W jednym z wywiadów powiedziałeś, że jesteś samoukiem. Opanowałeś jakąś umiejętność do takiego stopnia, że jesteś wybitnie dumny z siebie, że doszedłeś do tego sam?

Pepe: Podchodzę z pokorą do tego, co robię i uważam, że zawsze może być lepiej. Dlatego też trudno mi wskazać jeden taki obszar, w którym byłbym wybitnie dumny ze swoich umiejętności. Jeżeli już miałbym wskazać coś, co lubię u siebie, to byłoby to dawanie samplom nowego kontekstu.

TDGM: Rozpoczynasz prace nad tworzeniem długogrającego debiutu. „Widzisz” już tę płytę?

Pepe: Tak. Będzie to odbiegało od tego, co robiłem do tej pory. Ma to być spójna całość. Mam pomysł na konkretne brzmienie i wiem mniej więcej, jak to osiągnę. Nie pozostało mi nic innego, jak ostro zabrać się do roboty.

[Katarzyna Janik/TDGM]